niedziela, 17 kwietnia 2016

RECENZJA - "Dziewczyny, które zabiły Chloe" Alex Marwood





 
Przepis na marketingowy sukces? Napisz thriller. Wzorem Gillian Flynn upchnij w tytule albo słówko "dziewczyna", albo różne wariacje na jego temat. Na sam koniec -  postaraj się o rekomendację Stephena Kinga. Proste? Proste - i to chyba aż za bardzo. Ostatnimi czasy fani powieści z dreszczykiem grozy zostali wręcz zalani książkami, które miały zapełnić pustkę po "Zaginionej dziewczynie". Do tytułu tego pretendowała m.in. "Dziewczyna z pociągu" (która rok po premierze wciąż wzbudza morze emocji i sprzecznych opinii), nieco później pojawiła się "Prawda o dziewczynie", a ostatnio - "Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie". Gdzieś między nimi przemknęły też "The Wicked Girls", polskim czytelnikom znane jako "Dziewczyny, które zabiły Chloe". I to właśnie je chciałabym Wam dziś przedstawić.



Rok 1986. Jade i Bel, dwie opuszczone przez dobry los dziewczynki, poznają się w dość osobliwych okolicznościach w pewien pozornie zwykły poranek. Być może zostałyby przyjaciółkami, gdyby nie pojawił się ktoś jeszcze. 4-letnia, nieco marudna Chloe. Nim zajdzie słońce Bel i Jade staną się nieletnimi morderczyniami, a śmierć Chloe na zawsze zmieni i je, i ich życie. 
Dwadzieścia pięć lat później Amber Gordon, szefowa ekipy sprzątającej w pewnym parku rozrywki znajduje zwłoki brutalnie zamordowanej dziewczyny. W tym samym czasie dziennikarka Kirsty Lindsay próbuje wpaść na trop coraz bardziej zuchwałego Nadmorskiego Dusiciela. Pech sprawia,  że wcześniej wpada na Amber i chcąc nie chcąc wywołuje lawinę, która może zburzyć wszystko to, co z mozołem budowała przez lata i przypomnieć to, co za wszelką cenę starała się pogrzebać w pamięci. Kiedy do głosu dochodzą duchy przeszłości, Jade i Bel zostają przywrócone do życia i rozpoczyna się szaleńcza walka o względną normalność.



Szukając informacji o debiutanckiej książce Alex Marwood natknęłam się na stwierdzenie, że "Dziewczyny, które zabiły Chloe" to nie tyle thriller, co dramat psychologiczno-społeczny. Ciężko jest się z tym nie zgodzić. Zabójcę - a właściwie zabójców - mamy tak naprawdę podanych na tacy. Tych Chloe od samego początku, reszty kobiet teoretycznie z czasem, w praktyce zaś odgadnięcie tożsamości Nadmorskiego Dusiciela nie jest żadnym wyzwaniem. Tym razem pytaniem nie jest więc "kto zabił?", ale "dlaczego zabił?". Alex Marwood kreśli portrety dwóch kobiet z zupełnie różnych grup społecznych; dwóch kobiet, które w zupełnie inny sposób poradziły sobie (albo i nie) z dramatycznymi wydarzeniami sprzed lat. Marwood dzieli się z nami opowieścią o winie i odkupieniu, o sprawiedliwości i jej braku, o ferowaniu fałszywych wyroków i prawdzie, która nie zawsze chce zostać wysłuchana. 



Historia dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych, przez co stopniowo poznajemy okoliczności dawnej zbrodni i jednocześnie jesteśmy świadkami jej konsekwencji. Osobiście jestem fanką takich książkowych "powrotów do przeszłości", więc odbieram to jako kolejny plus "Dziewczyn...". Początkowo styl Marwood sprawiał mi nieco trudności, ba! powiem więcej - był po prostu niewygodny i dość chaotyczny. Wraz z pojawieniem się Martina akcja nabiera tempa, a warsztat pisarski autorki w cudowny sposób ewoluuje. Książka szokuje, wzbudza współczucie, czasem słuszną złość. Momentami wprawia w odrętwienie, a zakończenie dosłownie wbija w fotel.  Mocne, przesycone emocjami i pytaniami. Takie jak lubię.
Jeśli szukacie książki, która skłoni Was do przemyśleń; jeśli ciekawi Was funkcjonowanie ludzkich mechanizmów obronnych czy intryguje funkcjonowanie mediów i ich wpływ na życie szarego obywatela to bardzo, bardzo mocno polecam Wam "Dziewczyny, które zabiły Chloe". Jedno zabiją na pewno.
Nudę.











22 komentarze :

  1. Unikałam recenzji tej książki jak ognia. Bo sama chciałam się przekonać czy to kolejny niewypał jak "Dziewczyna z pociągu". Ale sobie powiedziałam, ok Paulina napisała, a to zaryzykuję. I widzę, że opłacało się, bo jeszcze bardziej ciągnie mnie do tej książki. Lubie dwie płaszczyzny czasowe zawsze to dwa inne punkty widzenia i powrót do tego co się stało w przeszłości. :)
    Pozdrawiam
    http://biblioteczka-na-poddaszu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mi miło! :)
      "Zaginionej dziewczyny" nie przebiła, ale na pewno nie jest też niewypałem ;) "Dziewczyny z pociągu" jeszcze nie czytałam, mam ją jednak na półce i na razie średnio mam ochotę po nią sięgać :/

      Usuń
  2. Bardzo fajna recenzja, zaciekawiłaś mnie :D Widziałam tę książkę bodajże w Biedronce. Miałam ją kupić, ale pech chciał, że jej nie było. No cóż, może kiedyś będzie dane mi ją przeczytać :) Na razie jednak, mam trochę książek w kolejce do czytania. A to wszystko przez "Dziady" i "Pana Tadeusza", których muszę przeczytać, bo za rok (w czwartej klasie) matura. Ehh.. te lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Tak, była jakiś czas temu w Biedronce i wiele osób kupowało ją wymiennie z "Bliźniętami z lodu".
      Ogromnie współczuję Ci "Pana Tadeusza", do mnie nie trafił i czytanie go było prawdziwą mordęgą. Niemniej jednak życzę Ci dużo wytrwałości i matury zdanej na milion procent. Trzymaj się! :)

      Usuń
  3. Naprawdę mnie zaintrygowałaś;) będę musiała poszukać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam :) Aktualnie czytam "W ciszy" A.S.A Harrison, które również zapowiada się bardzo obiecująco ;)

      Usuń
  4. Zaciekawiłaś mnie! Nie miałam na nią wielkiego parcia, ale teraz czuję, że nie wytrzymam! Muszę odwiedzić księgarnię *o*

    Pozdrawiam cieplutko ♥
    http://sleepwithbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy już przeczytasz - daj znać co o niej myślisz ;)

      Usuń
  5. Mój portfel dostał już za swoje w tym miesiącu, a tu się szykują kolejne ciosy dla niego. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Popularność słowa "dziewczyna" w tytule jest zastanawiająca, ale jak widać, dobrze się sprzedaje :) Szczerze mówiąc spodziewałam się, że będzie to książka dość słaba, ale skoro zabija nudę i spełnia Twoje oczekiwania (a są dość wygórowane ;)) to powinno być dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam, że okaże się co najwyżej przeciętna. Dobrze jest się czasem "rozczarować" ;)

      Usuń
  7. Raczej ni lubię takich książek bo mam po nich dola, ale co ja mowię ? Ja nawet książek stephena Kinga nie czytałam ;)
    Pozdrawiam!
    http://fanofbooks7.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, King chyba nie powinien być żadnym wyznacznikiem, bo też nie czytałam żadnej z jego książek :D

      Usuń
  8. Po takiej recenzji grzechem byłoby nie sięgnąć po "Dziewczyny..." :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnio była w biedronce,ale wybrałam zbiór opowiadań Stephena Kinga ''Czarna bezgwiezdna noc''.Mistrz horroru jest moim ulubionym autorem i nie żałuję,że wybrałam to.Ale z chęcią przeczytałabym również tę książkę.
    Twój blog jest do naśladowania! Ładny szablon i jest bardzo dobrze prowadzony. :)
    Obserwuję i mam nadzieję,że posty będą tylko i wyłącznie jeszcze lepsze,niż dotychczas! :)
    Pozdrawiam cieplutko!
    http://olalive-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaach, dziękuję! <3
      Aż mi wstyd o tym wspominać, ale nie czytałam żadnej książki Kinga :o Chociaż muszę przyznać, że ekranizacja "Zielonej mili" podbiła moje serce.

      Usuń
  10. Zdecydowanie Twoja recenzja zachęca mnie do lektury! Zwłaszcza, że odpowiedź na pytanie "dlaczego zabił?" często jest dużo ciekawsza, niż odpowiedź na pytanie "kto?" :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam "Zaginioną dziewczynę" i padłam... Nie podobała mi się, nawet gorzej, uważam ją za niemal totalne dno.
    "Dziewczyny, które..." chcę przeczytać i sama się przekonać, ile one są warte. Może mnie zainteresuje, bo często odgaduje, kto jest mordercą, ale motyw to cięższy kawałek chleba...
    Pozdrawiam
    Zbiór literackich pomysłów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie? :o Dla mnie to jeden z najlepszych thrillerów, z jakim miałam do czynienia.

      Usuń

Każdy komentarz to kolejna cegiełka w tworzeniu tego bloga. To jak, pomożesz? ;)

Wykonała Ronnie