poniedziałek, 20 lutego 2017

RECENZJA - Rebecca Stead i "Całkiem obcy człowiek"




Książek o miłości - czy to pierwszej, czy też kolejnej - jest mnóstwo. Mało tego, coraz trudniej jest znaleźć taką, która skupiałaby się na czymkolwiek innym. Co zaś z przyjaźnią? Czy jest na tyle nudna, że nie zasługuje na to, by czasem zagrać pierwsze skrzypce? Czy nie może być czymś więcej niż tylko tłem dla miłosnych perypetii głównej bohaterki?  
Lata temu Ann Brashares podarowała nam "Stowarzyszenie wędrujących dżinsów", jedną z najlepszych pozycji o przyjaźni i bliskości, jaka tylko może wpaść w ręce młodego człowieka. Stworzyła bohaterki, które do dziś motywują i inspirują, które bawią i rozśmieszają, które są prawdziwe i bardzo niedoskonałe. 
Podobną próbę podejmuje dziś Rebecca Stead. 
Czas, byście i Wy poznali Emily, Bridge i Tabithę


piątek, 17 lutego 2017

RECENZJA - "Making faces" Amy Harmon




Gdyby pokusić się o napisanie charakterystyki choćby kilku męskich bohaterów powieści z nurtu New Adult, szybko można by zauważyć, że fragmenty tekstu, które opisują ich wygląd zewnętrzny, są w gruncie rzeczy identyczne. Przystojny do granic przyzwoitości, umięśniony jak młody bóg, ze zniewalającym uśmiechem i nieco niebezpiecznym błyskiem w oku - tak oto (niemal zawsze!) prezentuje się nasz bohater. I choć oczywiście wszyscy wiemy, że to nie wygląd zewnętrzny jest kluczowy; że - jak mawiał Lis - "najważniejsze jest to, co niewidoczne dla oczu" , to i tak z dziką przyjemnością dajemy się wciągnąć w opowieść o panu Pięknym.
Co jednak, jeśli pewnego dnia Piękny zamieni się w Bestię, jego urok zastąpi ból, a blizny na twarzy nieudolnie spróbują odtworzyć to, co stało się z pokiereszowaną przez los duszą?
Czy wciąż będziesz mieć odwagę dostrzec to, co ostało się w jego sercu...?


wtorek, 14 lutego 2017

"Love is in the air...", czyli najpiękniejsze historie miłosne




"Can you feel the love tonight?", pytał Elton John.
"It must have been love", stwierdzało Roxette.
"I will always love you", obiecywała Whitney Houston, a ja...
Co prawda nie zanucę Wam (na Wasze szczęście! :D ) chwytającej za serducho piosenki, ale z radością dorzucę swoje kilka groszy w walentynkowym klimacie. 
Literatura pełna jest par i miłości, związków i trójkątów; niekiedy tragicznych, często komicznych, dosyć rzadko idealnych. Tak jak każda z nas ma książkowego męża (albo i mężów), tak każda gorąco kibicuje swoim OTP.
14 lutego, 2017. Czas, bym przedstawiła Wam moje ;)


wtorek, 7 lutego 2017

A teraz przeczytam... [książkowa lista oczekiwajek]



Nie zwykłam tworzyć postów, które przedstawiają książkowe zapowiedzi miesiąca, bo po pierwsze - bez trudu znajdziecie je na dziesięciu innych blogach, a po drugie (i chyba najistotniejsze :D ) - jestem na to zbyt leniwa. Jednak w ciągu najbliższych kilku miesięcy pojawić ma się tyle rewelacyjnych książek, tyle fantastycznych opowieści, że (by uniknąć skakania pod sufit z dzikiej radości, co raczej nie będzie zbyt dobrym argumentem przemawiającym za moją normalnością) muszę (i chcę! :) ) się z Wami nimi podzielić.
Uprzedzam - czytacie to na własną odpowiedzialność. W razie ewentualnego bankructwa nie przyjmuję żadnych skarg :>

sobota, 4 lutego 2017

[PRZEDPREMIEROWO] RECENZJA - "Caraval. Chłopak, który smakował jak północ" Stephanie Garber




Debiut, który przedpremierowo zdobywa setki pochwał; który oczarował producentów filmowej wersji "Niezgodnej"  na tyle, że właśnie przygotowują jego ekranizację i który pojawi się w blisko 20. krajach świata.
Debiut, który - ponoć! - zniewala, zachwyca i intryguje.
Brzmi bardzo, BARDZO zachęcająco, prawda?
Ha.
Obietnica dobrej książki to niestety jedyne, co może zaoferować Wam "Caraval".


poniedziałek, 30 stycznia 2017

Krótka historia pewnego marzenia




Jest 4 grudnia, 2015 roku. Studencki żywot  zaczyna powoli (i znowu!) przyprawiać o ból głowy, a upiór zwany "Sesją" coraz śmielej i zuchwalej pojawia się przed oczyma niemal każdej, dwudziestokilkuletniej, duszy.
Jest 4 grudnia, 2015 roku. Dzień, w którym pewna niedoszła blogerka postanawia pokonać swój legendarny słomiany zapał i - w końcu! - zostać Blogerką przez wielkie "be". Znajduje więc w kalendarzu przyjemnie wyglądającą datę (30 stycznia prezentuje się nad wyraz elegancko) i trzydzieści razy zakreśla ją czerwonym niczym ewentualny przyszły rumieniec wstydu mazakiem.
Po 56. dniach zastanawiania się nad treścią pierwszego wpisu, kilogramach wątpliwości, łyżce wstydu i litrach wypitej kawy, pojawia się TEN post.
I "Półka na książki" zaczyna żyć. 
 

czwartek, 26 stycznia 2017

RECENZJA - "Gus" Kim Holden





Jak wiele trzeba napisać książek, by przywiązać do siebie czytelnika?
Autorem z jakim stażem trzeba być, by mieć grono wiernych fanów?
Myślicie, że "wiele" i "kilkuletnim" to odpowiedzi na te pytania? Cóż, Kim Holden udowodni, że byliście (albo wciąż jesteście) w błędzie. Jej debiutancki "Promyczek" skradł miliony serc i przez długi czas - przynajmniej w Polsce - był bodaj najczęściej komentowaną książką NA. Zapadająca w pamięć historia; problem, choć może nieco już oklepany, przedstawiony w niezwykle poruszający sposób i skrajnie różna od całej reszty jej podobnych bohaterka - tak oto Holden stworzyła unikatowy (i jakże skuteczny!) przepis na sukces.
Kiedy więc zdecydowała się napisać (i rzecz jasna wydać) następną książkę, co więcej, osadzoną w świecie Promyczka, kwestią czasu był kolejny wybuch czytelniczej histerii. Ja również przyłączyłam się do tego zbiorowego oczekiwania i wręcz zacierałam z uciechy ręce na samą tylko myśl, że wkrótce przeczytam "Gusa".
Przeczytałam (chociaż nie "wkrótce" :D ).
I wiecie co? Nie mam pojęcia czy to było dobre, niesamowite albo legendarne. Wiem tylko, że na pewno nie tego się spodziewałam i nie tego oczekiwałam.


Wykonała Ronnie