piątek, 16 grudnia 2016

RECENZJA - Patrick Ness i "Siedem minut po północy"




Od siedemdziesięciu trzech lat historia opisana w jednej cieniutkiej książce (czy raczej książeczce), pod którą podpisuje się Antoine de Saint-Exupéry, zdobywa uznanie wśród dużych i wśród małych. Przekazuje pozornie proste prawdy życiowe, o których mamy jednak tendencję zapominać; uświadamia jak ważna jest przyjaźń, oddanie oraz uczciwość. I mimo że historia ta wciąż jest jak najbardziej aktualna, to w ciągu ostatniego roku czy dwóch lat - niemal na wyścigi - zaczęto pisać i wydawać utwory, które mogłyby (a już na pewno chcą) ubiegać się o zaszczytne miano następcy "Małego księcia". I tak księgarniane półki przyozdobił "Pax" Sary Pennypacker, "Jedyny i niepowtarzalny Ivan"


Conor ma trzynaście lat.
Conor ma umierającą matkę.
Conor ma też pewien sekret.
I zna potwora.
Każdego dnia, gdy zegar wskazuje siedem minut po północy, tajemniczy stwór (a może raczej wytwór wyobraźni?) odwiedza chłopca i snuje historie, w których to - ponoć! - brał czynny udział. Potwór chce czegoś od Conora. Czegoś, czego Conor nie chce i nie potrafi mu dać; czegoś, od czego chłopiec tak wytrwale ucieka.
Chce prawdy. 
I nie odejdzie, póki jej nie otrzyma.




Pierwsze, co rzuca się w oczy i co jest ogromnym atutem jeśli chodzi o książkę Nessa (która, swoją drogą, powstała na podstawie pomysłu nieżyjącej już Siobhan Dowd) jest sposób jej wydania, możliwy do opisania jednym tylko słowem - FENOMENALNY. Krótki (bo zaledwie 200-stronicowy) utwór ozdobiono genialnymi rysunkami Jima Kay'a (którego możecie kojarzyć jako ilustratora nowego "Harrego Pottera"), tworzącymi odpowiedni nastrój i wiernie oddającymi fabułę książki. Zresztą sam pomysł na nią był bardzo obiecujący - mały chłopiec mierzy się ze swoimi demonami i próbuje stawić czoła prawdzie. Można było stworzyć z tego coś naprawdę dobrego; coś, co godnie stanęłoby w jednym rzędzie z dziełem Exupéry'ego - ta historia po prostu miała potencjał. Potencjał, który - niestety! - w żadnym stopniu nie został wykorzystany. Całość jest szalenie przewidywalna i przeważnie niesamowicie nudna. Conor jest bodaj najgorszym rodzajem bohatera - nie wzbudza ni to sympatii, ni antypatii, a jedyne, co rozbudza w czytelniku to obojętność. Wątek chorej matki miał, jak przypuszczam, wywołać lawinę emocji, w efekcie stał się wyłącznie przerywnikiem między kolejnymi spotkaniami Conora z Potworem. Wiecznie nieobecny ojciec i babcia, mająca lekkiego bzika na punkcie antyków, teoretycznie również są obecni w tej opowieści, ale w gruncie rzeczy nie zrobiłoby mi większej różnicy ( i myślę, że Wam także), gdyby bohaterów było tylko dwoje - każdy z nich został słabo i miałko wykreowany, i nie wyróżniał się absolutnie niczym. Sam Potwór nie jest ani odrobinę przerażający, a opowiadane przez niego przypowieści (?) szokują jedynie przy pierwszej opowieści, później powielają już tylko pewien schemat.
"Siedem minut po północy" mnie nie zachwyciło, nie oczarowało i w żaden sposób nie zaskoczyło, a już na pewno nie zostanie na dłużej w mojej pamięci. 




Absolutnie nie rozumiem zachwytów (choć wierzę, że są szczere) nad tym utworem. Nie rozumiem jego wyjątkowości, nie widzę w nim ani żadnej głębi, ani żadnego przesłania. To opowiastka jakich wiele i gdyby nie Jim Kay to - jestem pewna - zginęłaby w tłumie tysiąca innych, tak podobnych jej, powieści. Ale że mamy film i mamy reklamę to cóż... "Siedem minut po północy" jest obecnie modne. A póki jest modne, póty będzie uznawane za arcydzieło.
Chociaż wciąż nie rozumiem jednego. Właściwie dlaczego?


















20 komentarzy :

  1. Po przeczytaniu tej recenzji mogę powiedzieć tylko jedno: ała xD
    Ja sama przeczytałam powieść wczoraj i w przeciwieństwie do ciebie, mam nieco cieplejsze odczucia ;) Dla mnie to poruszająca, mądra powieść, z której każdy może wynieść coś innego, bo każdy ma inne doświadczenia życiowe. Całość została zbudowana na emocjach, a według mnie książka skierowana głównie do dzieci miała ich częściowo uświadomić w tym, że nic nie jest ani całkiem dobre, ani całkiem złe, że czasami w naszym życiu dominuje szarość i po prostu nie da się wygrać. Mnie osobiście pod koniec wzruszenie ściskało za gardło. Bohaterowie faktycznie przewijali się bardzo w tle, nie wzbudzając większych odczuć, sympatii czy antypatii, ale to historie miały grać pierwsze skrzypce i zadanie zostało osiągnięte. Żałuję jedynie, że posiadam egzemplarz wydany bez ilustracji, bo tylko dodałyby historii klimatu ;)

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem cel czy przesłanie, które miała nieść ta książka i faktycznie, może ona czegoś nauczyć tych najmłodszych czytelników, ale mnie nie zaoferowała nic nowego. Wiem, może marudzę, może bezsensownie grymaszę, a może po prostu to nie był mój czas na jej czytanie.
      W każdym razie cieszę się, że chociaż Tobie się podobała ;)

      Usuń
  2. Faktycznie, głośno się ostatnio zrobiło o tej książce. Jednakże nie mam zamiaru jej czytać. Nie spodobał mi się opis, a Twoja recenzja przekonała mnie, że mam rację. ;)

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem i nie będę Cię na siłę do niej przekonywać, bo pewnie nawet nie byłabym w stanie tego zrobić :D

      Usuń
  3. ojojoj. a miałam w planach ze względu na zbliżającą się ekranizację. teraz już sama nie wiem :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko przeczytaj ;) Może akurat Tobie się spodoba.

      Usuń
  4. Wilde kiedyś powiedział "Wszystko co popularne jest złe". Mam zamiar przeczytać tę książkę, chociaż Twoja opinia trochę ostudziła mój zapał.
    Pozdrawiam,
    Johamna z ksiazkinocy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda czasem zdarzają się wyjątki potwierdzające tę regułę, ale tak, generalnie zgadzam się z tym powiedzeniem.

      Usuń
  5. Widziałam już wiele mieszanych opinii o tej książce, ale sama na razie jakoś się nie palę do sprawdzania na własnej skórze, jak książka mi się spodoba. Zwłaszcza, że obawiam się, że i ja nie odnajdę niczego wyjątkowego w tej historii. ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo możliwe. Sama do tej pory naczytałam się jedynie pozytywnych opinii, więc spodziewałam się czegoś co najmniej dobrego.

      Usuń
  6. Ja mam całkiem inne zdanie o tej książce. Dla mnie ma wielka wartość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem :) Jak najbardziej masz takie prawo ;)

      Usuń
  7. Ja mam trochę inne wrażenia. Ta książka wywołała we mnie dużo emocji i sądzę, że jej siła tkwi w prostocie. Po prostu ujęło mnie to dość osobliwe ukazanie problemów Connora, które jednocześnie można czasami odnieść do naszego życia. Cóż, jedno jest pewne, to niefilmowe wydanie tej książki robi wrażenie :)
    W pierwszym akapicie po opisie masz chyba literówkę przy słowie "prawdzie". Wybacz, moja wrodzona czepialskość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile ludzi, tyle opinii, fajnie, że Tobie się spodobała :)
      PS. Faktycznie, dziękuję! ;)

      Usuń
  8. Wydanie faktycznie jest absolutnie piękne. Tym bardziej szkoda, że wnętrze nie okazało się tak samo dobre. Książka zapowiadała się interesująco, może kiedyś sama ją przeczytam, żeby wyrobić sobie własną opinię. :)

    Pozdrawiam cieplutko
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też ubolewam :< Chociaż są osoby, którym się podoba ;)

      Usuń
  9. Łoooo, to pierwsza niepochlebna recenzja tej książki, którą czytam!
    I bardzo dobrze, nie lubię zbytniego słodzenia:D
    Chciałam ją kupić właśnie ze względu na wydanie, ale teraz ochota przeszła mi już całkiem i podziękuję xD Teraz mam ilustrowaną Gre o tron i te obrazki tutaj przy moich cudach wysiadają. Jeżeli jeszcze jej nie widziałaś, to zobacz <3
    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie do końca rozumiem ostatni akapit. Z jednej strony piszesz, że zachwyty nad tą książką mogą być szczere, a z drugiej sugerujesz, że uważa się ją za arcydzieło bo jest popularna. Wytłumaczysz co miałaś na myśli? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne ;) Bardzo często na odbiór książki (zresztą tyczy się to nie tylko książek) wpływa postrzeganie jej przez ogół. Coś jest popularne, modne = coś jest dobre. Dlatego napisałam, że uznawana jest za arcydzieło właśnie przez popularność.
      Z drugiej jednak strony wierzę, że jest grupa osób, która nie podąża za tłumem i która faktycznie dostrzegła w utworze Nessa coś, czego ja po prostu nie widzę. Grupa, która szczerze się nią zachwyca, bo po prostu im się ona podoba.

      Usuń

Każdy komentarz to kolejna cegiełka w tworzeniu tego bloga. To jak, pomożesz? ;)

Wykonała Ronnie