niedziela, 3 lutego 2019

Z pamiętnika filmowego freaka - STYCZEŃ





Kocham czytać książki, ale równie mocno uwielbiam oglądać filmy. Wiem, że wśród Was także jest mocna ekipa filmowych freaków, dlatego stwierdziłam, że pora na nową wstawkę (tudzież cykl :D ) na blogu.
Co powiecie na comiesięczny przegląd obejrzanych przeze mnie filmów?
Jeśli jesteście na tak to śmiało czytajcie dalej, jeśli jednak średnio Wam się to widzi... Hej, tylko krowa nie zmienia zdania, dajcie mi szansę :D ;)








 Bohemian Rhapsody
 reż. Bryan Singer, 2018







Nigdy nie byłam wielką fanką Queen, choć oczywiście kojarzyłam większość ich utworów (ha, wszak musiałabym  mieszkać w  jaskini, by o nich nie słyszeć :D ). Kiedy więc w listopadzie do kin przebojem weszło "Bohemian Rhapsody", ja emocjonowałam się nim równie mocno co wrześniowym błotem sprzed dwóch lat. Prawie dwa miesiące później stwierdziłam jednak, że to trochę zbyt głośny film, by ot tak przejść obok niego obojętnie. Jak postanowiłam, tak zrobiłam.
Ścieżka dźwiękowa jest bardzo, bardzo, BARDZO dobra, a scena koncertu z LIVE AID - coś niesamowitego. Trudno wówczas opanować wzruszenie i trudno nie tupać nogą w rytm przebojów sprzed lat. Co zaś do samej fabuły... Nic odkrywczego, niestety. Można nawet rzec, że to pięknie przyozdobiona laurka dla zespołu. Czy to źle... Czy ja wiem, to pytanie raczej dla fana grupy ;)
Co mi się gryzło i co naprawdę przeszkadzało to wiecznie młody Roger (poważnie, wszyscy wokół się zmieniają i starzeją, a ten jest niczym - nie przymierzając - Ibisz :D ). Przeszkadzał mi również Malek - co prawda mniej więcej do połowy filmu, ale jednak (ubolewam, że Sasha zrezygnował z roli Freddiego :/ ). Był za bardzo przerysowany, nienaturalny, wręcz karykaturalny. Nie rozumiem wskazywania go jako zwycięzcę Best Actor tegorocznych Oscarów i na samą tylko myśl, że wygryzie Bradleya (#teamNarodzinyGwiazdy <3 ) trafia mnie szlag.
Ale film jak najbardziej warty obejrzenia ;)












 Mój piękny syn
 reż. Felix Van Groeningen, 2018






Jestem wielką fanką Chalameta i drugi już raz po obejrzeniu filmu z jego udziałem mam ochotę wrzasnąć do Akademii "Dajcie mu Oscara, ludzie!"*. Ten chłopak jest genialny. Wchodzi w rolę całym sobą i jest do bólu prawdziwy. U W I E L B I A M. Carell, którego do tej pory kojarzyłam wyłącznie z "Crazy Stupid Love" (w którym to partnerował Ryankowi G.) też daje radę i udowadnia, że odnajduje się nie tylko w rolach komediowych.
Co do samego filmu... Powiem tyle - to nie jest łatwy obraz. Momentami jest cholernie ciężki, czasami mocno wariuje też chronologia i autentycznie trudno jest się połapać co, jak, gdzie i kiedy. To zdecydowanie nie jest produkcja, którą można obejrzeć przy kubku coli i na poprawę humoru, jeśli jednak lubicie ambitne i szalenie estetyczne kino (te zdjęcia, te ujęcia - cudo <3 ) - lećcie do kina, czeka Was wyborny seans ;)


* Ha. I już wiadomo, że Akademia poskąpiła Timothée nawet nominacji. Skandal i rozbój w biały dzień, tyle Wam powiem -_-












Bumblebee
 reż. Travis Knight, 2018







Avengersi, Power Rangers i inne latające stworki to niezupełnie mój klimat, ale "Bumblebee" - pomimo nieco niepokojącego początku - naprawdę daje radę. Nie miałam pojęcia, że ten film będzie tak zabawny, a okazało się, że świetnie rozpisane dialogi i ogrom humoru to jego mocne strony. Nie zabrakło też wyciskających łzy scen, także i taka histeryczka jak ja wyszła z niego zadowolona :D
Troszkę ubolewam, że premiera odbyła się zimą, wszak film jest mocno wakacyjny, ale cóż, nie można mieć wszystkiego ;)












Aquaman
 reż. James Wan, 2018






Przyznaję - niecodziennie oglądam tego typu filmy. Obawiałam się nieco, że będzie za bardzo "odjechany", z dużo za dużą dawką elementów fantastycznych i że fabuły będzie w nim tyle, co kot napłakał. Tymczasem nie było tak źle ;) Bardzo podobał mi się sposób, w jaki opowiedziano historię rodziców Aquamana (och, i końcowa scena na pomoście - to było naprawdę przeurocze :> ). Fabuła co prawda była nieco płytka, a niektóre momenty dość kiczowate, soundtrack też pozostawia wiele do życzenia, ale... Ale naprawdę ogląda się to całkiem nieźle.












Ralph Demolka w internecie
 reż. Phil Johnston, Rich Moore, 2018







Cześć, jestem Paulina, mam 24. lata i KOCHAM oglądać bajki :D Czy dziwi Was zatem fakt, że w podskokach pobiegłam na drugą już część przygód niszczycielskego Ralpha? Ha, moich bliskich też nie :D
Ależ to było fajne! Świetnie przedstawiono internet, reklamy, adblock, wyszukiwarkę, no wszystko!  A wstawka z księżniczkami disneya to istny majstersztyk, że już nie wspomnę o "piosence księżniczki" w wykonaniu Vandelopy - G E N I A L N E, uśmiałam się jak... jak... jak szalona :D 
"Ralph Demolka w internecie" to naprawdę świetna animacja i to nie tylko dla tych, którzy dziećmi są wedle metryki ;)












Obecność
 reż. James Wan, 2013







Na "Obecność" czaiłam się od dosyć dawna, ale że każdy z moich znajomych już ją widział, a jestem zbyt dużą tchórzofretką, by samemu porywać się na takie straszne produkcje, to... No właśnie. Nieustannie odwlekałam moment obejrzenia filmu na później, aż w końcu minęło x lat  a ja powiedziałam sobie "DOSYĆ". Zmusiłam mojego chłopaka do ponownego seansu.
Obejrzałam.
I - pochwalę się :D - wcale nie przez palce.
Jestem nieco zaskoczona. Spodziewałam się, że to będzie niemożliwie wręcz straszne, że nie będę mogła spać w nocy, a każdy stukot sprawi, że zacznę wydzierać się niczym obdzierana ze skóry. Tymczasem... Kurcze, to nie było AŻ tak straszne :o Zgoda, było parę naprawdę dobrych scen (jak np. ta z łóżkiem i czającym się za drzwiami złem), ale kilka zalatywało też kiczem (lewitujące krzesło, no poważnie? -_- ). Muzyka robiła za to robotę, a młode Joey King i Mackenzie Foy okazały się wręcz stworzone do grania w horrorach.
Czy zatem obejrzę drugą część?
Pewnie!
A nawet każdą kolejną :D ;)











Powrót Bena
 reż. Peter Hedges, 2018






Film reklamowany jest jakże chwytliwym sloganem "Julia Roberts w najmocniejszej roli od lat", choć po prawdzie gwiazdą tego filmu jest dla mnie nie ona, a młody Hedges.
Lucas Hedges to - tuż obok Timothée Chalameta - bezdyskusyjnie nadzieja kina i najlepiej zapowiadający się aktor młodego pokolenia. Ma chłopak nosa do ról, to mu trzeba przyznać :D
"Powrót Bena" to jeden z łagodniejszych filmów traktujących o uzależnieniach, pokazujący - podobnie jak "Mój piękny syn" - że po używki sięgają nie tylko ci wywodzący się z powszechnie zwanej patologii. To piękny portret matki ze wszystkich sił walczącej o dziecko i dziecka, które próbuje wyrwać się ze szponów nałogu. Wbrew pozorom bardzo ciepły i pokrzepiający film.

PS. Uwaga dla wszystkich o zbyt miękkim sercu - spakujcie sobie do torebki (albo kieszeni) paczkę chusteczek, gwarantuję, że się przyda ;)










Miszmasz, czyli kogel-mogel 3
 reż. Kordian Piwowarski, 2019





"Kogel-mogel" po raz pierwszy oglądałam lata świetlne temu i szczerze mówiąc byłam średnio przekonana co do sensu powracania do tej historii po tak długim czasie (część pierwszą i trzecią dzieli aż 31 lat! :o ). Ale wiecie co? To było, kurczę, naprawdę dobre! Naprawdę śmieszne i naprawdę zabawne :D Żadna plastikowa komedia romantyczna, żadnych mało mądrych żartów, a do tego przezabawna rola Skrzyneckiej (Marlenka skradła moje serducho :D ).
Myślę, że ten film będzie świetną sentymentalną podróżą dla Waszych rodziców, dziadków, a może i dla Was samych. Ja w każdym razie polecam ;)











Trzy billboardy za Ebbing, Missouri
 reż. Martin McDonagh, 2017




 



*Film obejrzany w ramach akcji nadrabiania okropnych zaległości filmowych mojego chłopaka :D *
To już moje drugie - po prawie dwuletniej przerwie - spotkanie z tym obrazem i wciąż podtrzymuję to, co mówiłam za pierwszym razem. "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri" to genialny, wielowymiarowy film, który ukazuje całe spektrum ludzkich uczuć, rozterek i wątpliwości. To prawdziwa gra na emocjach, do tego podana w niezwykle smaczny i lekko humorystyczny sposób. Nie mogę przestać się zachwycać fenomenalnymi aktorami i nakreślonymi między nimi relacjami. Mający dwa skrajnie różne oblicza komendant (i chyba moja ulubiona postać w całym filmie! :o ); narcystyczny do bólu Rockwell, będący pod pantoflem szurniętej matki; hate-love między Mildred a jej goniącym za spódniczkami eks-mężem...
Majstersztyk.
Jeśli jeszcze nie widzieliście to proszę, koniecznie to nadróbcie ;)











 Melduję, że to już wszystkie styczniowe filmy, które miałam okazję oglądać ;)
A jak prezentuje się Wasz filmowy przegląd miesiąca?
Widzieliście już filmy, o których mowa we wpisie?
Dajcie znać, chętnie wdam się w dyskusję ;)





6 komentarzy :

  1. Ja widziałam w styczniu trzy filmy w kinie: Ralpha Demolkę w internecie, którym byłam zawiedziona, film Zabawa, zabawa, który niezwykle realnie oddawał problem alkoholizmu oraz Underdog, który byłby naprawdę dobry, gdyby nie rosyjski wątek. Uwielbiam chodzić do kina!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy "Underdog" to ten polski "Rocky"?
      "Zabawa, zabawa" mnie trochę odstręcza, choć pewnie kiedyś i tak kiedyś ją zobaczę.

      Też uwielbiam chodzić do kina, piątka :D ;)

      Usuń
  2. Dwa pierwsze filmy chcę obejrzeć, Miszmasz w sumie też, a ostatni już widziałam. :D

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Mój piękny syn" - bardzo polecam, zresztą tak samo jak i "Powrót Bena" o podobnej tematyce ;)

      Usuń
  3. Ja w tym miesiącu skupiłam się raczej na serialach (i nie narzekam;)
    A "Obecność" chcę zobaczyć już od dawna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie powinnam się przyznawać, ale na seriale też znajduję czas 😄

      Usuń

Każdy komentarz to kolejna cegiełka w tworzeniu tego bloga. To jak, pomożesz? ;)

Wykonała Ronnie