poniedziałek, 13 czerwca 2016

RECENZJA - "Jedyny pirat na imprezie" Lindsey Stirling






Na social media narzeka wiele osób. Kradną czas, uzależniają i często przetwarzają nieprawdziwe informacje. Jak wszystko jednak, tak i one mają swoją dobrą stronę. Dają szansę na pokazanie się szerszej grupie odbiorców, ba! Na jakiekolwiek zaprezentowanie się. Nie potrzebujesz milionów na koncie, nie musisz mieć zaplecza w postaci znanych przyjaciół. Wystarczy Ci kamera, ziarnko odwagi, kopa talentu i konto na YouTubie.
Właśnie tak  "powstała" Lindsey Stirling. 


Nie będę oszukiwać i pisać o swojej wielkiej sympatii do tej dziewczyny. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, nigdy jej nie widziałam i po prostu jej nie znałam. Cieszę się jednak, że miałam okazję przeczytać autobiografię tego krótko przystrzyżonego, rudego anioła, bo biorąc pod uwagę czas (czerwiec to sesja, a sesja to studencka męka), motywacja i - tak, tak - kopniak w tyłek jest tym, co jest mi teraz najbardziej potrzebne.


Lindsey to nie tylko youtuberka, to przede wszystkim  fenomenalna i oryginalna skrzypaczka. Niemożliwym jest, by czytając jej książkę nie czuć przemożnej chęci do odtwarzania wspominanych piosenek na youtubie. A że uwielbiam książki z własną ścieżką dźwiękową ( :) ) to "Jedyny pirat na imprezie" stał się jeszcze bardziej bliski memu sercu. 
Mam uczulenie na wszelkie poradniki czy książki motywacyjne. "Zmień swoje życie!", "Dasz radę!", "Nie łam się!" krzyczą i rozdają rady na prawo i lewo. Tylko co z tego, skoro są to rady idealne dla robotów, nie zwykłych ludzi? Co to za książki, które mówią, że droga na sam szczyt jest prosta i przyjemna jak spacer po porannego croissanta? Opowieść Lindsey jest inna, bo Lindsey jest przede wszystkim prawdziwa. Nie koloryzuje rzeczywistości i nie mydli nam oczu, wspomina o problemach z odżywianiem, o byciu opluwaną za swoją wiarę i o wyśmianiu przez samego Piersa Morgana. Opowiada o kulisach swego udziału w "America's Got Talent", o braku wiary we własne umiejętności i o "graniu do kotleta". Pozwala nam zajrzeć w jej "nowy świat" i pokazuje, jak sukces zmienił nie ją, ale jej życie. Jest przy tym tak naturalna i zabawna, że napisaną przez nią (przy drobnej pomocy siostry) autobiografię czyta się jak świetną, dowcipną powieść.


Często próbuje nam się wmówić, że bycie innym jest złe. Że wychylanie się i wyróżnianie z tłumu nie przyniesie niczego dobrego. Lindsey udowadnia, że to właśnie inność jest w cenie. Że nie wszystko przychodzi łatwo i nie wszystko będzie nam podane na złotej tacy. Ale skoro ona dała radę to w zasadzie dlaczego Ty masz sobie nie dać? Marzenia są po to, by je gonić. 
Bo "the sky is not the limit". Naprawdę.

















http://pantomasz.pl

20 komentarzy :

  1. Pamiętam, jak "odkryłam" Lindsey na youtube. Po prostu zakochałam się w każdym jej utworze, złapałam taką fazę, że przez pierwszy tydzień słuchałam tylko jej utworów. Od dawna czekałam na tę książkę, ale jeszcze nie miałam okazji jej przeczytać, jak tylko nadarzy się okazja, to na pewno to zrobię :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja odkryłam ją dopiero teraz i hm... Nie wiem, czy nie będzie to moją zgubą, bo zamiast się uczyć oglądam (i słucham) jej wykonania na youtubie :D

      Usuń
    2. Też pamiętam jak ją odkryłam, i tak już mija chyba ze 4 lata... Fajne lata :)

      Usuń
  2. Gdzieś mi się już to obiło o uszy ale to z yt nie słyszałam w wolnym czasie napewno poszperam trochę u niej :)

    Truskaweczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam! Jest przesympatyczna i piekielnie zdolna ;)

      Usuń
  3. Słyszałam o tej książce, ale nie interesuje mnie, bo samej Lindsay nie znam. Poza tym nigdy nie gustowałam w autobiografiach, chyba że osób, które bardzo cenię :P
    Pozdrawiam i zapraszam na recenzję "Ból za ból"! pattbooks.blogspot.com!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, miałam podobnie ;) Ani nie jestem fanką biografii, ani nie znałam wcześniej Lindsey, a jednak "Jedyny pirat na imprezie" mi się podobał. Może się skusisz w wolnej chwili, w każdym razie - uważam, że warto ;)

      Usuń
  4. Książka zupełnie nie dla mnie, ale recenzję czytało się przyjemnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy o niej nie słyszałam, ale wydaje mi się, że to źle. Muszę to szybko nadrobić!

    Pozdrawiam cieplutko ♥
    http://sleepwithbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam zwłaszcza jej kanał na YouTubie i "Crystallize" :) Duet z Johnem Legendem przy "All of me" też jest super.

      Usuń
  6. Nie słyszałam o tej książce, ani o autorce i szalenie podoba mi się tytuł <3 Książek motywacyjnych w zwyczaju nie mam czytać, a ta opowieść mnie do siebie przyciąga i może kiedyś ją przeczytam ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie od dziś wiadomo, że chwytliwy tytuł to połowa sukcesu :) A książkę bardzo polecam, na pewno nie jest to typowy poradnik pełen bzdur.

      Usuń
  7. Ta dziewczyna jest po prostu niesamowita! Odkryłam jej kanał niedawno i nie mogłam się oderwać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie :) Oczarowała mnie też jej "kolaboracja" z Johnem Legendem przy "All of me", widziałaś? :)

      Usuń
  8. Biorę udział w Book Tourze na Bluszczowych Recenzjach, bo jestem naprawdę ciekawa tej książki. Mam nadzieję, że będzie tak dobra, jak to mówią wszyscy. Mam nadzieję, że się nie zawiodę i czuję, że tak nie będzie.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na nową recenzję,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem zdecydowanie warto ją przeczytać :) Myślę też, że się nie zawiedziesz.

      Usuń
  9. Uwielbiam ją ale książka jeszcze przede mną.
    Rewelacyjny jest jej utwór Elements w wersji orkiestralnej, ach mogę go słuchać cały czas. No i Shadow - to był pierwszy jej utwór w którym się zakochałam. A z drugiej płyty to Take Flight :)
    Pozdrawiam
    Jadwiga z Zajęczej Nory

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to kolejna cegiełka w tworzeniu tego bloga. To jak, pomożesz? ;)

Wykonała Ronnie