czwartek, 16 czerwca 2016

Chusteczki pilnie potrzebne! (Nie)szczęśliwa 7





"Books that made me cry" robi ostatnio oszałamiającą karierę na zagranicznym booktubie, dlatego węsząc nowy trend i w polskiej blogosferze, jako Geniusz Zła, postanowiłam być nad wyraz przebiegła i raz dwa (pierwsza!) opublikować post, który w luźny sposób nawiązuje do tego tagu (?).


Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. Pisałam już kiedyś, że jestem chyba największą płaczką całej blogosfery i naprawdę nie trzeba wiele, by ktoś pukał do mojego pokoju i pytał, czy aby na pewno wszystko w porządku. Dlatego pokażę Wam tylko książki najbardziej wyjątkowe spośród wyjątkowych; takie, które zamieniły mnie w płaczącą kupkę smarków i nieszczęścia.

Łapcie pudełko chusteczek, kubek herbaty i siądźcie wygodnie. Już? To zaczynamy! :)





Ostatnie dni Królika





Będę w tym momencie nudna do granic możliwości, bo kolejny raz wspomnę o "Ostatnich dniach Królika" Anny McPartlin. Wybaczcie, ale NIE DA SIĘ inaczej.  Płakałam od drugiej do ostatniej strony, w międzyczasie się śmiałam, a za chwilę znów szlochałam. To zdecydowanie jedna z najpiękniejszych, najsmutniejszych (i jednocześnie najzabawniejszych) książek, jakie kiedykolwiek czytałam. Wiem, że książka ta powoli wychodzi Wam bokiem (a zwłaszcza mojej przyjaciółce i osobom, które mają ze mną bezpośredni kontakt :D ), bo mówię i piszę o niej przynajmniej raz w miesiącu, ale... Sami rozumiecie :> A jeśli nie - przeczytajcie tę książkę. Wtedy na pewno zrozumiecie.
Nieco więcej o Króliku znajdziecie tutaj



  

Zanim się pojawiłeś






Nie jestem i nie będę obiektywna.
To zdecydowanie jedna z moich ukochanych książek. Wylałam wiadra łez już 3 lata temu, przy pierwszym z nią spotkaniu i wciąż wzbudza we mnie skrajne emocje. Uwielbiam Lou i Willa, pragnę trzmielowych rajstopek, a finał tej historii ciągle prowokuje mnie do licznych przemyśleń. Ktoś nazwał ostatnio Willa egoistą... Jasne, można go tak postrzegać, tylko warto pamiętać, że egoizm zwykle ma  wiele twarzy. Tak naprawdę każda z możliwych do podjęcia decyzji mogłaby - zależnie od punktu widzenia - zostać uznana za egoistyczną. Bez względu na to, jak bardzo tego pragniemy, świat nie był - i nigdy nie będzie - czarno-biały. A w ich sytuacji... Czy naprawdę możemy mówić o jakimkolwiek wyborze...?

Wczoraj (w końcu!) wybrałam się do kina, na ekranizację i...  Tak. Wykazałam się logicznym myśleniem, bo wzięłam ze sobą paczkę chusteczek (którą, swoją drogą, zgubiłam tuż po wyjściu z kina). Wiedziałam, że film będzie dobry, ale to, co zobaczyłam przerosło moje wszelkie oczekiwania. I jeszcze te piosenki Eda na dokładkę! <3




Gwiazd naszych wina





Moje pierwsze (i na razie wciąż jedyne) spotkanie z twórczością Johna Greena. Wiem, że to dosyć schematyczna książka, że kolejna, która ma wzbudzić litość i która oparta jest na tragedii dwójki zakochanych w sobie ludzi. Nic nie poradzę jednak na to, że Green totalnie mnie oczarował. Lubię jego styl, lubię Gusa ( <3 ) i lubię wszystko (no, prawie :< ) co się tam wydarzyło. I choć cała książka nie należy do najsmutniejszych (mamy i rozkwitającą miłość, walkę o spełnienie swoich marzeń, wspaniałą przyjaźń i mnóstwo zabawnych scen) to w pewnym momencie Green wbił mi sztylet prosto w serce, a każdą kolejną stroną tylko obracał go wokół własnej osi. Teraz wystarczy mi otworzyć książkę na wspomnianym fragmencie, a łzy same zaczynają płynąć (i uparcie nie chcą przestać).
Choinka i lampki świąteczne nigdy nie będą już synonimem szczęścia i radości.




Lucas




Był czas, gdy nałogowo czytałam Kevina Brooksa. Znałam na wyrywki fragmenty z wszystkich jego książek i złościłam się, że nikt prócz mnie go nie zna. Wciąż uważam, że to bardzo niedoceniany, aktualnie przyćmiony przez Greena czy Quicka (którego - żeby nie było - również lubię! ;) ) pisarz.
"Lucas" wstrząsnął mną najbardziej spośród wszystkich jego powieści i nawet teraz, po kilku dobrych latach, wciąż zdarza mi się myśleć o tym chłopcu. Tak bardzo inteligentnym i spostrzegawczym; miłym, uprzejmym i zaszczutym przez wyspiarski tłum. To powieść o niesprawiedliwości, o braku tolerancji, ksenofobii i tym, co w ludziach najgorsze. To zdarzenia, które budzą w nas głośny sprzeciw, które finalne zapierają dech w piersiach i wyciskają piętno - tak w sercu, jak i w pamięci.

"Ludzie nie lubią nie wiedzieć, kim jesteś i nie lubią rzeczy, które odstają od reszty, to ich przeraża. Wolą diabła, którego znają, niż tajemnicę, której nie rozumieją."

Lucas zajął specjalne miejsce w moim sercu. Jego historia nigdy nie powinna się wydarzyć, a co najsmutniejsze - wciąż i wciąż, i wciąż się dzieje, i zaczyna od nowa.





 Krucha jak lód  i  Bez mojej zgody







Gdybym miała wskazać swojego ulubionego autora to bez chwili wahania wybrałabym Jodi Picoult. Na 22 wydane do tej pory książki w Polsce tylko jedna z nich wydaje się być przeciętna. Cała reszta gra na emocjach lepiej niż niejeden wirtuoz na ukochanym instrumencie. Te dwie są dla mnie (a raczej dla mojego nadwrażliwego serca) zdecydowanie najgorsze. Zawsze niemiłosiernie dotyka mnie krzywda dzieci, a tutaj mamy jej pod dostatkiem - w "Kruchej jak lód" Willow cierpi (i to dosłownie :( ) na osteogenesis imperfecta, wrodzoną łamliwość kości, w "Bez mojej zgody" Kate zmaga się z białaczką (a Anna z jej konsekwencjami). Picoult pokazuje nam życie, w którym każdy kolejny dzień to nieustające pasmo bólu; w którym nie ma miejsca na nadzieję. Po mistrzowsku kończy obie historie i wprawia czytelnika w stan odrętwienia, z którego długo nie można się otrząsnąć.





Dobranoc, kochanie






To właśnie od tej książki zaczęła się moja przygoda z Dorothy Koomson, którą dziś uważam za jedną z ciekawszych autorek literatury kobiecej.
Początek historii nie zachwyca. Jest sztywno, drętwo i dziwnie. Jednak gdy lepiej poznajemy Leo - małego chłopca, pogrążonego w śpiączce,  z której nigdy się nie wybudzi; Novę, która  nie miała być matką i Mala, ojca, który w ciągu 9 miesięcy tak po prostu zmienił zdanie, zaczynamy inaczej patrzeć na tę opowieść. Byłam wściekła na Mala, nienawidziłam Stephanie, jego żony, która zmusiła go do porzucenia dziecka; płakałam z Novą, która nie potrafiła pozwolić swojemu przypadkowemu synkowi odejść i drżałam nad tym maleńkim chłopcem, któremu zabrano dzieciństwo i nie dano szansy na dorosłość...
Jedyne, co drażniło mnie w tej książce to tłumaczenie (które naprawdę miejscami było nad wyraz dziwne), ale jeśli tylko przymkniecie na to oko, dostaniecie piękną, smutną i do głębi wzruszającą powieść.






Czytaliście którąś z wymienionych książek?
Może inne wyciskają z Was łzy?
Czekam na komentarze, chętnie poczytam o tym, co Was wzrusza ;)

24 komentarze :

  1. "Ostatnie dni Królika" i "Zanim się pojawiłeś" - w tym zestawieniu nie mogło zabraknąć tych powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! :) Nie wiem czy istnieją osoby, które nie uroniły choćby jednej łezki podczas ich czytania.

      Usuń
  2. Ja nie przypominam sobie żebym płakała przy jakiejś książce, chociaż przeczytałam ich dosyć sporo. Niekiedy musiałam się powstrzymywać, ale zawsze jakoś dawałam radę. Sięgnę dzięki Tobie po "Zanim się pojawiłeś", "Lucas", "Bez mojej zgody" (bo o innych już słyszałam) i zobaczymy co będzie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam na sprawozdanie! :)

      Usuń
  3. "Zanim się pojawiłeś" będę niebawem czytać!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedyna lektura, która spowodowała u mnie łzy, to "Chłopcy z Placu Broni", ale miałam wtedy kilka lat, więc jakoś to mnie poruszyło. Generalnie jestem wrażliwcem okropnym i sięgam po ogrom powieści poruszających trudne tematy, ale nie płaczę, trzymam się nad wyraz dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Ci tej umiejętności opanowania się, ja niestety za każdym razem mówię sobie, że tym razem będę się trzymać (bo do czego to podobne, by wyć nad książką niczym wilk do księżyca?), a kończy się jak zwykle - bieganiną i szukaniem chusteczek.
      PS. "Chłopcy z Placu Broni" też niezwykle mnie poruszyli :<

      Usuń
  5. zainteresował mnie Lucas, dopisuję do listy :) ej, dziś rano ogarniając pokój pomyślałam, że mogłabym zrobić u siebie top5 wyciskaczy łez... ale bardziej miałam na myśli filmy,bo przy książkach chyba nigdy nie zdarzyło mi się płakać - być smutną, jasne, ale bez łez. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, bardzo ubolewam, że zna go tak mało osób :<
      Hahah, cóż za zgranie w czasie :D Mam nadzieję, że zrobisz takie zestawienie, chyba jestem masochistką, ale lubię oglądać takie filmy :D

      Usuń
  6. Hah :D Ja właśnie raczej rzadko płaczę przy książkach, zdarza się, ale nieczęsto... :P Czuję się zaintrygowana Ostatnimi dniami królika *o* Na Bez mojej zgody płakałam, ale na filmie ;-; Książki nie czytałam ;-;

    http://strefa-czytania-obowiazuje-wszedzie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W filmie spartolili zakończenie! :o Mam nadzieję, że sięgniesz po książkę, bo przeinaczenie tak istotnych wydarzeń zmienia dosłownie wszystko.

      Usuń
  7. "Lucas", "Zanim się pojawiłeś" - tylko te dwie przeczytałam. Na tej drugiej szlochałam jak wariatka. A pierwsza była szalenie przykra i to, co się stało pod koniec ehh... wolę o tym nie myśleć, bo humor mi się popsuje :/
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szlochanie przy książkowej wersji "Zanim się pojawiłeś" nie było takie złe, bo przynajmniej (u mnie ;) ) nikt tego nie widział, gorzej było na filmie, bo sala była dosyć wypełniona :D
      Co do zakończenia "Lucasa" - nadal nie wiem jak mogło do tego dojść, jak można było pozwolić, by obłęd zabrnął tak daleko...

      Usuń
  8. Na ''Gwiazd naszych wina'' nie płakałam,lecz była to smutna książka.''Zanim się pojawiłeś'' czeka na półce i już za niedługo się za nią zabiorę. :)
    Pozdrawiam cieplutko!
    http://olalive-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybciutko się za nią zabieraj! :) Gorąco polecam Ci też film, bo według mnie ekranizacja udała się im wyśmienicie.

      Usuń
  9. "Gwiazd naszych wina" nie przypadło mi do gustu, jednak "Zanim się pojawiłeś" - owszem :D
    Pozdrawiam i zapraszam na nową recenzję,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Greena się chyba albo kocha, albo bardzo nie lubi :D
      A "Zanim się pojawiłeś" to zdecydowanie jedna z tych książek, która oczaruje niemal każdego.

      Usuń
  10. Ja też lubię poruszające historie, które wywołują morze łez. Z powyższych pozycji czytałam jedynie ,,Bez mojej zgody'', ale pozostałe książki mam w planach.
    Tobie natomiast polecam ,,Promyczka''. Przecudowna powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie całą resztę serdecznie Ci polecam :)
      O "Promyczku" słyszałam już wiele dobrego (i nawet czytałam coś na jej temat u Ciebie ;) ), mam na półce i czeka na swoją kolej :>

      Usuń
  11. W zestawieniu brakuje mi "Pamiętnika" Sparksa. A "Ostatnie dni królika" dodaję do swojej listy "muszę przeczytać".
    pozdrawiam
    Norsevia
    ogryzki.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat "Pamiętnika" nie czytałam, widziałam tylko ekranizację... Ale zgadzam się, to jak najbardziej wyciskacz łez ;)

      Usuń
  12. Tak, zdecydowanie "Zanim się pojawiłeś" to wyciskacz łez. Jestem świeżo po lekturze książki i obejrzeniu filmu. Cóż mogę powiedzieć: ostatnio wzruszył mnie tak jedynie "Titanic", i to całe lata temu. Od historii Lou i Willa nie da się wprost uwolnić. Nie wiem, czy kiedykolwiek mi się to uda. Przewspaniała powieść. A czy Will był egoistą? Trochę tak, bo wydawało mi się, że nie pokochał Lou tak mocno, jak ona jego. Pod tym względem mam lekki niedosyt...
    PS. Świetny post, naprawdę. Mam teraz fazę na wyciskacze łez, więc chętnie skorzystam z Twojej listy tytułów. :-) Pozdrawiam ciepło. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta historia ma w sobie coś takiego, że po prostu nie da się o niej nie myśleć. Twoja teoria z "nierówną" miłością ma sens... Choć moim zdaniem Will zrobił to, co zrobił, także po to, by w końcu "uwolnić" Lou. By mogła zostawić za sobą przeszłość i żyć tak jak - wg niego - zasługuje. Czy zatem nie kochał jej tak bardzo, że poświęcił sam siebie...? Tę historię można interpretować na wiele sposobów, ja za każdym razem wpadam na inny "trop" :)

      Również pozdrawiam cieplutko! :)

      Usuń

Każdy komentarz to kolejna cegiełka w tworzeniu tego bloga. To jak, pomożesz? ;)

Wykonała Ronnie