czwartek, 20 kwietnia 2017

RECENZJA - Graeme Simsion i "Projekt ROSIE"




Zauważyliście, że choć książek z romansem w tle jest mnóstwo, to dosyć trudno jest znaleźć dobrze napisaną i niemdlącą komedię romantyczną? Oczywiście mamy Mhairi McFarlane i żartobliwą wersję Davida Nichollsa (w "Dobrym początku"), ale to - w morzu (czy nawet oceanie) książek zalewających rynek - wciąż za mało.
Jakiś czas temu, za sprawą Świata Książki, do tego niezbyt licznego grona dołączyła opowieść debiutującego Andy'ego Jonesa, "Dwoje do pary". I chociaż samej książki jeszcze nie znam (ale oczywiście poznam ;) ), to - poprzez okładkowy blurb - zwróciła ona moją uwagę na inną, nieco starszą i wydaną w 2013 roku powieść. Opis "Projektu Rosie" brzmiał ciekawie, do tego rekomendowały ją znane i lubiane osoby z pisarskiego światka. Cóż zatem było robić - nie pozostawało mi nic innego niż tylko czytać.
Przeczytałam. I powiem Wam jedno.
"Projekt Rosie" to zdecydowanie nietuzinkowa książka, z jeszcze bardziej nietuzinkowym bohaterem.




Nie każdy sypie ciętymi ripostami jak z rękawa i nie każdy jest duszą towarzystwa na miarę hokeistów Elle Kennedy.
Nie każdy, a już na pewno nie Don Tillman. Profesor, kawaler, lat trochę więcej niż trzydzieści; z niezdiagnozowanym zespołem Aspergera i przyjaciółmi, których można policzyć na palcach jednej ręki. Don jest dziwny, przesadnie dosłowny i nade wszystko ceni sobie dobry plan. Planuje każdą minutę życia, każdy posiłek i każdą swoją aktywność. Kiedy postanawia znaleźć partnerkę, zabiera się do tego zadania dokładnie tak jak do wszystkich innych. Tworzy plan, skrupulatnie opisujący cechy, jakie posiadać winna jego potencjalna partnerka. Tak zaczyna się projekt "Żona".
A raczej - jak szybko się okazuje - projekt "Rosie".




Powieść Graeme Simsiona pierwotnie była scenariuszem filmowym (i to nagradzanym!), który udało się w bardzo zgrabny sposób przerobić na książkę. I to - uwaga! - na bardzo dobrą książkę ;)
Początki znajomości z Donem, głównym bohaterem powieści, są trudne i dziwne, tak jak dziwny jest sam Don. Miałam drobny problem z przyzwyczajeniem się do języka, którym posługuje się Simsion (i nasz profesor ;) ), jest on bardzo, bardzo specyficzny; nieco sztywny i  - na myśl nie przychodzi mi żadne lepsze słowo - akuratny. Sposób, w jaki napisano powieść nie jest jednak absolutnie żadnym problemem i nie utrudnia jej odbioru - bardzo szybko przyzwyczajamy się i do owego języka, i do lekko dziwnego bohatera, którego z czasem naprawdę da się polubić. Simsion stworzył swoje główne postaci na zasadzie kontrastu - on jest praktyczny do bólu, ona chadza z głową w chmurach. On uwielbia planować wszystko co do sekundy, ona zaś nigdy nie wie, co przyniesie jutro. Przeklina, spóźnia się - i na litość boską!- na domiar złego jeszcze pali. Do tego wszystkiego jest tak swojska i urocza, że w trymiga zaskarbia sobie sympatię czytelników, a jej relacja z profesorem Tillmanem bawi i przypomina, że nie wszystko da się zaplanować. 
"Projekt Rosie" to zabawna historia dwójki krańcowo różnych osób, ze świetnie napisanymi dialogami i zręcznie poprowadzoną fabułą. Zakończenie, które serwuje nam Tillman jest przewidywalne (że już nie wspomnę o istnieniu kontynuacji, której to tytuł czy opis - sam w sobie- jest olbrzymim spoilerem)  i ociupinkę przesłodzone, ale nie ma to żadnego znaczenia - bo nie ono jest najważniejsze; istotne jest to, co do niego prowadzi. Zamęt, który pojawia się w życiu głównego bohatera; bezuczuciowe racjonalizowanie tego, czego nie da się wepchnąć w sztywne ramy logiki i genialny humor - wszystko to czyni "Projekt Rosie" niebanalną i absolutnie wartą przeczytania powieścią, przy której można uśmiać się niemal do łez.





 Graeme Simsion pokaże Wam, że nie każdy główny bohater jest idealny i że nie tylko ci idealni są ciekawi. Udowodni, że lekkie dziwactwo to nic złego i że na każdego czeka ktoś, kto to doceni. Uświadomi, że życie według planu to niekoniecznie wart zachodu pomysł, a plany mają to do siebie, że lubią wymykać się spod kontroli. I w końcu - wyjaśni, że strata kontroli nie zawsze jest czymś złym, a uprzedzenia są tylko i wyłącznie po to, by się ich pozbywać.



















7 komentarzy :

  1. Och, jak ja uwielbiam zabawne książki! A tak mało ich czytam! Ciągle na recenzje jakichś depresyjnych i smutnych powieści natrafiam, a do takich to w ogóle mnie nie ciągnie xD
    Ale ta brzmi bardzo ciekawie! :D W wolnej chwili i przy okazji z chęcią bym przeczytała ^_^
    I nie znam tego słowa 'akuratny' ;x Czuję się głupia ;x Gdzieś mi się obiło o uszy, ale hmmmm... i tak czuję się głupia ;x

    strefa-czytania-obowiazuje-wszedzie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah, nie wiem czy przypadkiem nie jest to neologizm :D :D
      A książkę naprawdę polecam ;) Początek może iść dość opornie, ale potem jest już tylko zabawnie ;)

      Usuń
    2. Wiesz co, aż to sprawdziłam xDD Internetowy słownik języka polskiego mówi "dokładny, staranny, porządny, punktualny" :D No, nauczyłam się nowego słowa xDDD

      Usuń
  2. Dawno nie czytałam żadnej zabawnej powieści, byłby to z pewnością świetny przerywnik :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno :) Mam nadzieję, że po nią siegniesz ;)

      Usuń
  3. Mój Boże, Don! Co ty tu robisz?
    Swego czasu "Projekt: Rosie" był moją ulubioną książką, teraz jest na miejscu drugim. Kocham ją miłością wieczną i wprost nie wyobrażam sobie, że miałabym jej kiedykolwiek nie poznać ;)
    Część druga, "Efekt Rosie" w błękitnej okładce, czeka na mnie przeczytana do połowy, ale na pewno ją dokończę, jak znajdę na to większy oddech.
    Pozdrawiam! :)
    #CleoMCullen ze Zniewolone Treścią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo :) Jak miło, że jednak ktoś czytał tę książkę 😄

      Usuń

Każdy komentarz to kolejna cegiełka w tworzeniu tego bloga. To jak, pomożesz? ;)

Wykonała Ronnie