wtorek, 15 sierpnia 2017

RECENZJA - "Nigdy nie zapomnę" Kerry Lonsdale




Jedna z blogerek, które czytam regularnie, jakiś czas temu stwierdziła, że nie sięga po literaturę obyczajową, bo nie lubi czytać o zwykłym/normalnym życiu. I chociaż ja sama dosyć często czytuję obyczajówki, to raczej podzielam zdanie wspomnianej koleżanki. Dlatego też z premedytacją omijam książkowe zwyklaki, a autorów, po których powieści sięgam, wybieram z dużą dozą staranności. Picoult, McPartlin, Moriarty, Chamberlain, Koomson i Giffin udowodniły mi, że literatura obyczajowa nie musi być nudna i sprawiły, że stałam się nieco, hm, wybredna, jeśli chodzi o nowych twórców. Niedawno jednak Gail Honeyman oczarowała mnie swoją debiutancką powieścią, wskutek czego podjęłam iście przełomową decyzję. W końcu czas najwyższy wyjść nieco poza ten hermetyczny krąg uwielbienia i dać szansę innym, prawda?
Tak więc zrobiłam.
Znalazłam Kerry Lonsdale i jej "Nigdy nie zapomnę".  Przeczytałam. I wiecie co?
Czym prędzej wracam do swojego kręgu. 




Aimee w zasadzie nigdy nie była sama. Poznała Jamesa jeszcze jako mała dziewczynka i niemal natychmiast została jego najlepszą przyjaciółką, później dziewczyną i w końcu narzeczoną. Miała również zostać jego żoną, ale... Właśnie. James umarł i Aimee została sama. Zamiast białej sukni i ślubnego kobierca czekała na nią żałobna czerń i pogrzeb, i życie z piętnem utraconej miłości.
Ale czy aby na pewno utraconej...?
Gdy tajemnicza kobieta z uporem godnym maniaka powtarza Aimee, że James wcale nie zginął, ta - mimo początkowych oporów - zaczyna w to wierzyć. I choć każdy próbuje przekonać ją, że najwyższy czas zostawić za sobą przeszłość, Aimee rozpoczyna osobistą krucjatę.
Krucjatę, której celem będzie poznanie prawdy.




Nie oczekiwałam wybitnej lektury. Spodziewałam się czegoś lekkiego, niezbyt wymagającego i po prostu przyjemnego. Tym bardziej, że "Żeby przeczytać tę książkę, będziesz potrzebować paczki chusteczek, tyle w niej emocji", zapewniał Sunset Magazine. Że to "debiut, który zawojował serca czytelniczek w USA", przy okazji okrzyknięty najlepszą lekturą na lato. Miałam przez niego zarwać noc, miałam się wzruszyć, miałam żyć historią Aimee i Jamesa. I wiecie co? GUZIK prawda. Wcale tak nie było. Męczyłam tę książkę prawie tydzień, a w chwili, w której ją skończyłam, miałam ochotę przybić sobie samej piątkę za wytrwałość. To już nawet nie chodzi o samą fabułę, która nie jest zbyt oryginalna (bo "on umiera, ona tęskni, ale ojej! on chyba jednak żyje" co jakiś czas pojawia się czy to w filmach, czy to książkach), ale o jakikolwiek brak logiki, o irytującą Aimee, o ślamazarną niczym oblepiony smołą ślimak akcję. O dialogi, tak nudne i bez najmniejszego nawet polotu, że aż wołały o pomstę do nieba. Ja rozumiem, że to pierwsza powieść Lonsdale, że musi jeszcze doszlifować swój warsztat i że pewnie z czasem dowie się, jak i czym przyciągać czytelników, ale muszę, MUSZĘ, być szczera - zarówno względem Was, jak siebie samej. "Nigdy nie zapomnę" to słaba powieść, która absolutnie niczym się nie wyróżnia. Jej bohaterowie drugoplanowi są nijacy, a Aimee, wokół której skupia się cała historia, pieruńsko denerwuje. Miota się między sama nie wie czym, zachowuje niczym pięcioletnia dziewczynka, a poziom jej rozmów z przyjaciółkami jest rodem wyjęty z piaskownicy. Tajemnicza z założenia Lacy (kobieta, która rozpoczyna poszukiwania prowadzone przez Aimee) jest w mojej ocenie bardzo źle stworzoną postacią i nie mogę pozbyć się wrażenia, że Lonsdale nie miała na nią dobrego (czy też w sumie żadnego) konceptu. W efekcie Lacy pojawia się wtedy, gdy autorce kończą się pomysły, wprowadza chwilowe zamieszanie, a później nagle znika, po to tylko, by za kilkadziesiąt stron pojawić się znowu. Jaki w tym sens? Cóż, moim zdaniem żaden...
Nie widziałabym też żadnego sensu w całej tej historii, gdyby nie epilog. Bo ten - o dziwo! - naprawdę jest dobry. Te cztery, końcowe, strony (tak, policzyłam :D ) wzbudziły we mnie więcej emocji niż wszystkie wcześniejsze 422 razem wzięte. Gdyby tylko Lonsdale w podobnym tonie utrzymała całą książkę, byłabym zadowolona. Może rzeczywiście prędko bym o niej zapomniała, może i do niej nie wróciła, ale przynajmniej z czystym sercem mogłabym powiedzieć, że to niezła powieść, z którą przyjemnie spędzicie czas.
W tym momencie jednak tego nie zrobię. Nie potrafię. Bo, jeśli mam być szczera, czytanie "Nigdy nie zapomnę" było równie fascynujące, co oglądanie schnącej na ścianie farby.





Literatura obyczajowa nie jest nudna, pod warunkiem oczywiście, że sięgacie po odpowiednich autorów.  Nęcona przez liczne (a właściwie same!) pozytywne opinie na "Lubimy czytać", miałam nadzieję, że Kerry Lonsdale będzie jednym z takich twórców. Że będę mogła Wam ją polecić i że później z niecierpliwością wspólnie czekać będziemy na jej kolejną książkę.
Czy zatem polecam?
HA. Konkluzję wyciągnijcie sami.






















Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu



24 komentarze :

  1. Ostatnio też się przejechałam na książce z samymi pozytywnymi ocenami i jeśli bym pozmieniała kilka faktów w Twojej recenzji to moja opinia na temat niej byłaby taka sama. Coś czuję, że będę musiała również wrócić we własne "kręgi" ;)

    Pozdrawiam ;)
    febliki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, co to za książka? ;)

      Usuń
    2. Niestety, ale Powietrze, którym oddycha :( Pewna osóbka zachęca mnie, żebym się nie poddawała z tą serią, jednak na razie za bardzo jestem rozczarowana.

      Usuń
    3. Już myślałam, że chodziło Ci o "Tysiąc pocałunków", na których sama się ostatnio przejechałam :D
      Co do "Powietrza..." - czytałam, lubię, ale nie uważam jej za fenomenalną. Może spróbuj z "Kochając pana Danielsa"? Moim zdaniem to najlepsza książka Cherry, jeśli ona Ci się nie spodoba, to chyba powinnaś sobie po prostu odpuścić tę autorkę ;)

      Usuń
  2. No i to mi wystarczy. Nie zamierzam jej czytać, mam teraz dużo zaległości ksiązkowych. Zamierzam dokończyć serię Zywioły, bo przeczytałam Ogień, który ich spala. :)
    Pozdrawiam,
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, zaległości książkowe? A któż z nas ich nie ma? :D ;)

      Usuń
  3. Ja akurat lubię obyczajówki, zwłaszcza jeśli w roku szkolnym czy coś jestem zbyt zmęczona by skupić się na czymś ambitniejszym. Na wymienionych przez Ciebie autorów z pewnością zerknę, ale na razie moja lista "do przeczytania" przeraża mnie swoją długością.
    xoxo
    L. (http://slowotok-laury.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię. Pod warunkiem, że są dobrze napisane.

      Usuń
  4. Nie jestem wielką fanką typowych obyczajówek. Znacznie bardziej wolę już te przesłodzone romanse, które z normalnym życiem niewiele wspólnego mają (no bo ilu miliarderów może być na świecie i to w naszym zasięgu?). Na "Nigdy nie zapomnę" miałam jednak ochotę i przymierzałam się do kupna tej książki. Całe szczęście, że natrafiłam na Twoją recenzję, bo jak widać zmarnowałabym tylko pieniądze.

    Pozdrawiam ;)
    https://the-only-thing-i-love-are-books.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, a ja miałam taką ochotę na miliardera 😄
      Myślę, że jest mnóstwo książek, których kupno będzie zdecydowanie lepszą inwestycją ;)

      Usuń
  5. Przeczytałam, jest ok na jedno popołudnie na plaży. Zgadzam się, że momentami ślamazarna, ale końcówka wbiła mnie w fotel, akurat to wyszło autorce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te kilka stron, które są w porządku, to dla mnie zdecydowanie za mało :/

      Usuń
  6. A ja obyczajówki czytam, pomimo ich schematyczności, o której ostatnio pisałam u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czytam, o ile oczywiście są dobre. Ta nie była :/

      Usuń
  7. Z tym oglądaniem schnącej farby to mnie rozwaliłaś :P
    No ale do rzeczy: ja i obyczajówki... no jakoś się nie widzimy w parze, co oczywiście nie oznacza, że po nie nie sięgam. Robię to, ale gdybym miała wybór, prędzej sięgnęłabym po kryminał, czy fantastykę, bo do tej pory niestety natykałam się na nudne powieści. O tej książce nigdy wcześniej nie słyszałam, ale po twojej recenzji w ogóle nie czuję się jakby coś ważnego mi umknęło, więc może to i dobrze... przynajmniej nie będę dokładać sobie kolejnych tytułów i bać się, że życia mi nie starczy na ich przeczytanie :P

    Pozdrawiam!
    Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, otóż to :D Są tysiące lepszych książek, na które warto przeznaczyć swój czas ;)

      Usuń
  8. Ja dopiero do obyczajówek się przekonuje. Zawsze czytałam tylko kryminały ale stwierdziłam, że czas by poszerzyć horyzonty :)
    Pozdrawiam, maobmaze

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię literaturę obyczajową, nawet bardzo, ale rzadko trafiam na naprawdę wartościowe książki z tego gatunku. A szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :/ Większość jest nijaka, a do tego pisana okropnie topornym językiem :(

      Usuń
  10. Ja lubię obyczajówki i chętnie poznaję twórczość nowych pisarzy, więc ta książka będzie dla mnie idealna.
    Pozdrawiam
    zapoczytalna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli co, rozumiem, że moja zachęcająca recenzja Cię zachęciła? :D

      Usuń
  11. Tak właśnie czasem bywa. Że inni chwalą, a nam książka się nie podoba. Miałam tak z książką "Tysiąc pocałunków", mimo iż ogólnie historia ładna, to nie zachwyca i strasznie się zawiodłam. Na książkę "NIgdy nie zapomnę" też miałam ochotę, miałam w planach nawet kupno jej, ale zrezygnowałam. Jeszcze się zastanowię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkowa siostro! Mam identycznie, jeśli chodzi o książkę Tillie Cole! :D

      Usuń

Każdy komentarz to kolejna cegiełka w tworzeniu tego bloga. To jak, pomożesz? ;)

Wykonała Ronnie