wtorek, 10 kwietnia 2018

RECENZJA - "Prawie ostateczna lista najgorszych koszmarów" Krystal Sutherland





Najgorszą chyba wadą młodzieżówek jest ich brak oryginalności. Wydawać by się mogło, że jedynym godnym uwagi tematem jest albo śmiertelna choroba, albo drama z przeszłości, która uniemożliwia rozkwitnięcie świetnie zapowiadającego się związku. Na szczęście powoli pojawiają się już autorzy, którzy nieśmiało próbują przemycić do tej literatury troszkę inną problematykę i którzy nie boją się pisać o - na przykład - chorobach psychicznych.
Tym ostatnim zresztą swoją najnowszą powieść poświęca Krystal Sutherland, znana już polskim czytelnikom z "Chemii naszych serc".
Jej nowa książka jest ciekawa.
Jest dobra.
A już z całą pewnością jest nieszablonowa. 




Rodzina Esther Solar jest... specyficzna.
Ojciec od lat tkwi uwięziony w piwnicy. Matka ma pociąg do hazardu, brat panicznie boi się ciemności, a dziadek... Dziadek wmówił sobie, że się utopi, dlatego kontakt z wodą ograniczył do minimum.
Esther żyje w przekonaniu, że nad jej rodziną ciąży klątwa, ale sama nie odkryła jeszcze, czego najbardziej się boi. Tworzy więc "Prawie ostateczną listę najgorszych koszmarów", na której to skrupulatnie umieszcza potencjalne lęki. I wszystko byłoby (w miarę) dobrze, gdyby nie przypadkowe spotkanie ze znajomym sprzed lat, który jednym niecnym uczynkiem burzy chaotyczny ład w życiu Esther.

Jonah zaczyna od kradzieży listy.
Ostatecznie... Ostatecznie kradnie o wiele, wiele więcej.








Moje pierwsze spotkanie z twórczością Krystal Sutherland nie było wybitnie udane. Traf chciał, że "Chemię naszych serc" przeczytałam niedługo po fenomenalnych "Wszystkich jasnych miejscach" Niven i naprawdę niemożliwym było, by w tamtym momencie jakakolwiek książka spodobała mi się bardziej niż historia Violet i Fincha. Całe szczęście, że Krystal Sutherland napisała drugą powieść, dzięki której mogłam - W KOŃCU - przekonać się, jak ciekawą i pomysłową jest autorką.
Dawno nie czytałam tak przyjemnej i oryginalnej młodzieżówki. Jestem zachwycona pomysłem Sutherland na fabułę - uczynienie z lęków numerków na liście i późniejsze mierzenie się z nimi to coś, z czym nigdy dotąd nie zetknęłam się w książkach. Zresztą lęki Esther to główny, ale nie jedyny ważny element tej historii - Krystal Sutherland porusza również problem depresji, nerwic, wyobcowania społecznego czy mutyzmu. Robi to w sposób niezwykle przystępny, daleki od coachingowych wywodów czy naukowego żargonu; wspaniale kreśli też relacje w nieco dysfunkcyjnej rodzinie (a w zasadzie w dwóch rodzinach), a jej bohaterowie... Nie będzie przesadą, gdy powiem, że są świetni. Tak normalni, niedoskonali i po prostu ludzcy, że aż chciałoby się ich poznać. Jestem pod wielkim wrażeniem Jonaha, empatycznego, dobrego i szalenie altruistycznego, a przy tym niezwykle uroczego i dowcipnego. Polubiłam też Esther, która nie zawsze jest racjonalna, a która tak naprawdę jest po części w każdym z nas. Sutherland należą się również wielkie brawa za rozmowy o depresji - zwłaszcza te u schyłku książki - między rodzeństwem, Esther i Eugene. Są nienachalne, są przejmujące, są mądre. Są po prostu idealne.
Skoro o rozmowach mowa - "Prawie ostateczna lista najgorszych koszmarów" to nieskończenie wiele świetnych dialogów i mnóstwo humoru sytuacyjnego. Jestem w zasadzie pewna, że nie istnieje osoba, na której twarzy nie zakwitnie choć sekundowy uśmiech po przeczytaniu wymiany zdań między Esther a Jonahem. Są zabawne, są urocze, są - powtórzę! :D - idealne.
Lubię retrospekcje w książkach i jestem wręcz zachwycona wstawkami z przeszłości dziadka Esther, od którego to zaczęła się rodzinna klątwa. Jego spotkania z tajemniczym Panem Śmierć i cały metafizyczny wątek są poprowadzone tak ciekawie i opowiedziane w przyjemny, gawędziarski sposób, że nic, tylko chciałoby się ich więcej.
Swoją drogą... Nie miałabym nic przeciwko kolejnym książkom pani Sutherland ;)





"Prawie ostateczna lista najgorszych koszmarów" to niezaprzeczalnie jedna z tych mądrych, nieprzeintelektualizowanych młodzieżowych książek, po które sięgnąć powinien każdy nastolatek, niezależnie od tego, czy akceptuje siebie i swoje życie, czy też może wręcz przeciwnie.
Najnowsza powieść Krystal Sutherland to przepiękna lekcja radzenia sobie z kompleksami, problemami i strachami; to opowieść o oswajaniu tych ostatnich i o odkrywaniu tego, co w nas najlepsze.
Z całego serca polecam ;)





















Za egzemplarz dziękuję



10 komentarzy :

  1. Nastolatką dawno już nie jestem, ale książki młodzieżowe lubię czytać. Tę również chętnie przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam identycznie 😄
      Czytaj śmiało, jest naprawdę dobra :)

      Usuń
  2. Chętnie po nią sięgnę, skoro już leży na mojej półce i czeka na swoją kolej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo mojego sędziwego wieku musze przyznać, że dobra młodzieżówka nie jest zła :) "Chemia naszych serc" całkiem mi się podobała więc pewnie skuszę się również i na tę pozycję bo czemu nie, o!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ejże, nie przesadzaj z tym sędziwym wiekiem! :D :D

      Usuń
  4. Z młodzieżówkami bywa różnie, ale z ciekawości może przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O, to jest coś idealnie dla mnie! Uwielbiam tego typu młodzieżówki, a ta powieść Sutherland od razu wpadła mi w oko, gdy przeglądałam zapowiedzi. Cieszy mnie Twoja opinia, bo teraz już wiem, że na pewno będę szukała jej w księgarniach :)

    Pozdrawiam cieplutko!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to kolejna cegiełka w tworzeniu tego bloga. To jak, pomożesz? ;)

Wykonała Ronnie