poniedziałek, 2 kwietnia 2018

RECENZJA - "Dziesięć poniżej zera" Whitney Barbetti





Nie cierpię rozczarowań.
Nie lubię sytuacji, gdy w zapowiedziach wydawniczych znajduję książki, na których przeczytanie mam ochotę większą niż na tabliczkę czekolady podczas diety, a które ostatecznie okazują się niczym więcej jak tylko mocno przeciętnym czytadłem .
Nie znoszę się mylić i kończyć z nudną, obarczoną całym stosem wad powieścią.
A ostatnio - niestety! - tak właśnie się stało.




Można być złamanym na wiele sposobów.
Można być martwym i wciąż mieć wyczuwalny puls.
Można umierać, a przy tym próbować odnaleźć w życiu jakiś sens.

Parker przeżyła niczym nieuzasadniony atak. Jej ciało pokryły blizny, a serce skuł lód. Nie chce pamiętać o przeszłości, ale nie chce też angażować się w przyszłość. Życie przecieka jej między palcami, a ona sama nie widzi w tym problemu.
Widzi go za to Everett, który powoli żegna się już ze swoim. Za cel obiera sobie pokaleczoną duszę Parker i ze wszystkich sił próbuje tchnąć w nią choć iskierkę radości. Sprawić, by zechciała żyć; tak naprawdę; pełnią życia.

Ale jego zegar wciąż tyka.
Tik
Tok






Czytam dużo książek. Czasem myślę, że aż za dużo i że właśnie przez to niektóre powieści, które zdobywają rzesze fanów, mnie osobiście nudzą, a czasem nawet i przyprawiają o mdłości do przesady powtarzanymi schematami. Tak też stało się z "Dziesięć poniżej zera" Whitney Barbetti.
4.3 na Goodreads, 8.52 na Lubimy czytać, a ja nieustannie zastanawiam się "w zasadzie dlaczego?".
Zaczęło się nienajgorzej. Przypadkowy SMS, spotkanie w barze, a gdzieś w tle traumatyczne doświadczenia i śmiertelna choroba. A potem... Potem było niestety coraz gorzej. Nie mogę przyczepić się do stylu pani Barbetti, bo ten w sumie typowy jest dla powieści New Adult (czyli ani nic drażniącego, ani nic wybitnego), ale za to Parker, główna bohaterka... Ach, jakie to nielogiczne i pozbawione rozumu dziewczę! Najpierw nawiązuje znajomość z człowiekiem, który omyłkowo wysyła do niej wiadomość tekstową i niemal w podskokach biegnie na spotkanie z nim w barze (a ponoć ma problemy z zaufaniem!), a później ni z gruszki, ni z pietruszki ląduje z nim w samochodzie (spokojnie, w łóżku też) i odbywa dziwną podróż przez kraj. Niby go nie cierpi (dlaczego? Oto jest pytanie!), ale w żadnym wypadku nie powstrzymuje jej to przed uprawianiem z nim dzikiego seksu przez całą niemal powieść (serio, sceny erotyczne stanowią w zasadzie oś tej historii -_- ). Everett jest nieco bardziej, hm, konsekwentny i na pewno o stokroć sympatyczniejszy. Potrafi żartować, przyznać się do błędu i zawsze mówi prawdę. Sceptycznie patrzę na jego misję naprawienia przypadkowo poznanej dziewczyny, ale cóż... To w końcu tylko książka, a gro autorów ma tendencję do fantazjowania. Mogłabym przymknąć na to oko, ale na olbrzymie podobieństwo tej historii do innych, wcześniej poznanych i napisanych, już nie mogę. Przez całą niemal lekturę miałam przedziwne wrażenie, że czytam słabszą i trochę grzeczniejszą wersję "Na krawędzi nigdy" J. R. Redmerski. Co jakiś czas pojawiały się też wstawki w stylu "Wszystkich jasnych miejsc" Jennifer Niven, a obietnica żywcem ściągnięta z "Jesiennej miłości" Nicholasa Sparksa wywołała u mnie pełen niedowierzania atak absurdalnego śmiechu. Czytuję mnóstwo opartych na podobnym temacie (i przez to niezbyt oryginalnych) książek, ale mało co razi mnie tak jak zlepek motywów z kilku innych powieści. Pisanie w mojej ocenie ma być czymś twórczym, a nie - jak to jest w przypadku Whitney Barbetti - odtwórczym.
Tak jak lubię książki wydawane przez Wydawnictwo NieZwykłe, tak tym razem - wyjątkowo - jestem na nie.
Czy więc uważam "Dziesięć poniżej zera" za dobrą książkę?
Nie.
Zdecydowanie nie.





"Dziesięć poniżej zera" Whitney Barbetti nie jest książkowym gniotem i istnieje szansa, że spodoba się tym z Was, którzy nie przeczytali jeszcze setek new adultowych powieści i tym, którzy nie poznali większości wykorzystywanych w nich motywów. Jeżeli jednak - tak jak ja - na wyrywki znacie najpopularniejsze schematy i zagrania pisarzy, to lepiej odpuśćcie sobie tę książkę. Może i Was nie znudzi, i nie zirytuje, ale z pewnością niczym też nie zaskoczy.

















 

 Za egzemplarz dziękuję



18 komentarzy :

  1. Czasem też jest tak, że jak zewsząd dobiegają głosy, że książka jest "och" i "ach" i świat dawno lepszej nie widział, to oczekiwania rosną, a rozczarowanie jest tym boleśniejsze. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uciekam właśnie usunąć tę pozycję z listy książek do przeczytania. XD
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie słyszałam o tej książce, a nawet o tym wydawnictwie! :O
    To w sumie przykre, że niektórym autorom zdaje się brakować już nowych pomysłów, wolą co jedynie sięgać po utarte, sprawdzone schematy.. :/

    NaD okładkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty, to co prawda nowe wydawnictwo, ale za to wydaje (przeważnie) dobre książki ;) Polecam "Weterana" i "Present perfect" ;)

      Usuń
  4. O nieeee, boże uchroń! Ja osobiście nie mam nic przeciwko schematycznym powieściom bo nie jednokrotnie przekonam się że jak ktoś potrafi dobrze pisać to i schematy dobrze wykorzysta :) Niestety nie każdy to potrafi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie szczególnie przeszkadzają mi schematyczne książki, oczywiście jeśli autor potrafi wykorzystać znane mi już motywy w tworzeniu dobrej historii. Jakiś czas temu czytałam bardzo pozytywną opinię na temat tej książki, a choć twoja z pewnością taką nie jest, tak przewrotnie mam teraz sięgnąć po tę pozycję jeszcze bardziej. Jestem ciekawa po której stronie się wypowiem, a o tym mogę się przekonać jedynie czytając "Dziesięć poniżej zero".

    http://biblioteka-wspomnien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie :) Czytaj śmiało, może akurat Tobie przypadnie do gustu ;)

      Usuń
  6. Możliwe, że kiedyś sięgnę, ale na pewno nie w najbliższym czasie ;P

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę starała się przekonywać Cię do zmiany zdania :D ;)

      Usuń
  7. Jak na razie przeczytałam trzy książki tego wydawnictwa i byłam zadowolona. Zwłaszcza z "Córek smoka". Dwie pozostałe były książkami lekkimi, sensacyjno - fantastycznymi, i też mi przypadły do gustu. Za powieści NA się nie biorę, bo z reguły jestem niezadowolona, więc tej nie miałam w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta była moją czwartą, a trzy poprzednie też mi się podobały :D

      Usuń
  8. Jestem zaskoczona twoją opinią :o Chyba jeszcze nie czytałam negatywnej recenzji tej książki :D Ja ją czytałam dawno temu i bardzo mnie zachwyciła, więc wieść o wydaniu wywołała u mnie ogromną radość i z pewnością chcę ją ponownie przeczytać i postawić na półce. Jestem ciekawa jak tym razem ją odbiorę. Szanuję jednak twoją opinię, bo w końcu nie ma książki, którą kochałby każdy :) A co do schematów, to mnie akurat nie przeszkadzają o ile oczywiście autor pisze dobrze i logicznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, też nie natrafiłam na inną negatywną jej recenzję ;)

      Usuń
  9. Mnie książka oczarowała, ale przyznam się bez bicia, że nie czytałam wcześniej żadnej pozycji o podobnej tematyce. Może dlatego nie czułam rozczarowania :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo możliwe ;) Albo to po prostu ja za bardzo kręcę nosem :D

      Usuń

Każdy komentarz to kolejna cegiełka w tworzeniu tego bloga. To jak, pomożesz? ;)

Wykonała Ronnie