sobota, 7 października 2017

RECENZJA - "Mroczne zakamarki" Kary Thomas




Rok 2011.
Pojawia się druga powieść Gillian Flynn. "Mroczny zakątek", bo o nim mowa, zachęca opisem, oszałamia otwierającą go rymowanką i wywołuje gęsią skórkę. A przynajmniej na początku.
Później nie jest już ani strasznie, ani tajemniczo. Ostatecznie thriller z ogromnym potencjałem okazuje się tylko letnią, niewywołującą większych emocji powieścią.
Rok 2017.
Kara Thomas wydaje "Mroczne zakamarki", o dziwnie znajomo brzmiącym tytule.
I historia się powtarza.




Dwie dziewczynki, jedno zeznanie i człowiek, którego skazano na śmierć.
Tessa jest jeszcze dzieckiem, gdy razem z przyjaciółką składa obciążające Wyatta Stokes zeznania. Stokes zostaje uznany za "Potwora z Ohio", odpowiedzialnego za zabójstwo kilku młodych dziewcząt i szybko trafia do więzienia, Tessa zaś wyjeżdża, zostawiając za sobą nie tylko Fayette, ale i Callie.
Kiedy tragiczny stan zdrowia jej ojca zmusza ją do powrotu, Tess ponownie będzie musiała stawić czoło demonom przeszłości i odpowiedzieć na jedno, dręczące ją od lat pytanie.
"Dlaczego skłamałam?".





Jesień to wręcz idealna pora roku na budzące dreszczyk niepokoju thrillery, dlatego z niecierpliwością wyczekiwałam dnia, w którym do moich drzwi zapuka kurier z książką Thomas. Na podorędziu miałam już cieplutki kocyk, pies gotów był ogrzewać moje kolana, a czajnik deklarował  pełną gotowość w dostarczaniu hektolitrów wrzątku do ulubionej herbaty. Wszystko było idealne, oprócz - jak się okazało - samej książki.
Początek był naprawdę w porządku. Kara Thomas umiejętnie zbudowała pełen niepokoju klimat i duszną, gęstą od znaków zapytania atmosferę, w której trudno jest odnaleźć prawdziwego winnego. Jednak mimo tego, że podejrzanym mógł być każdy, chociaż nie sposób przewidzieć, kto okaże się tym złym, to im dalej w las, tym robi się mniej strasznie i mniej przerażająco, duszny klimat gdzieś się gubi, a zamiast krwistego thrillera otrzymujemy historię obyczajową z lekko rozbudowanym wątkiem kryminalnym. Historię, której środek rozwleczony jest do granic i zwyczajnie  nudzi (co, mam wrażenie, autorka postanowiła nadrobić w końcówce, przez co wręcz zarzuca nas nowymi informacjami i wydarzeniami).
Za żadne skarby nie potrafiłam poczuć tej książki, zrozumieć jej bohaterów i ich motywacji. Mam wrażenie, że autorka zbyt wiele czasu poświęciła na rozbudowywanie mało co wnoszących do opowieści wątków, zamiast skupić się na tym głównym. Co prawda pod sam koniec wydarzenia nabierają tempa, ale to zdecydowanie za mało, by wywołać jakiekolwiek emocje.
Bo to ich zabrakło mi najbardziej.





Zawsze sądziłam, że spodoba mi się każdy thriller, pod warunkiem oczywiście, że będzie nieprzewidywalny. Przeczytałam "Mroczne zakamarki" (które bez wątpienia takie są) i zmieniłam zdanie.
Wiecie dlaczego?
Bo najistotniejsze w każdej książce są dla mnie emocje. A tu...Tu nie było ich wcale.





















Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu



12 komentarzy :

  1. Mam ochotę na tę książkę! :)

    Pozdrawiam serdecznie ♥♥
    Nie oceniam po okładkach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo przeczytanej tu negatywnej opinii...? :P

      Usuń
  2. Mam niemal identyczne odczucia - brakowało mi emocji, a niektóre wątki w moim odczuciu były przekombinowane. Pomysł może był i dobry, ale autorka chciała zbyt dużo i przedobrzyła. I choć książka była nieprzewidywalna to nie mogę powiedzieć, że wpisała się w mój gust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Przekombinowane" - idealnie powiedziane :/

      Usuń
  3. Brak emocji w tego typu książkach jest zdecydowanie najgorszy. Raczej nie sięgnę :/
    Pozdrawiam, Alice
    z https://ourbooksourlive.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pół biedy, jeśli trafia się wyłącznie na średnie książki. Gorzej, gdy raz trafi się na fenomenalną (jak np. "Zaginioną dziewczynę") - później nie idzie zadowolić się przeciętniakami.

      Usuń
  4. Nie czytam takich książek :) i przy okazji szkoda Twojego czasu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym wiedziała, że będzie tak średnia, to w życiu bym jej nie czytała :D :D

      Usuń
  5. W takim razie muszę chyba gdzieś sobie odnotować, by nie sięgać po tę książkę. Też uważam, że emocje budują książkę, gdy ich nie ma może się dziać cokolwiek, mogą nawet latać trupy wszędzie dookoła, nic mnie nie kupi, jeśli książki nie czuję.
    Straszna szkoda, że książka zawiodła :(

    Pozdrawiam serdecznie, cass z cozy universe

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to kolejna cegiełka w tworzeniu tego bloga. To jak, pomożesz? ;)

Wykonała Ronnie