poniedziałek, 4 grudnia 2017

RECENZJA - "Wróć, jeśli masz odwagę" Estelle Maskame


















Ma zaledwie dwadzieścia lat, cztery książki na koncie i tysiące fanów na całym świecie.
Estelle Maskame, bo o niej mowa, przez długi czas znana była wyłącznie jako autorka bestsellerowej trylogii "DIMILY". Dziś, po ponad rocznej przerwie, wraca z nową, równie młodzieżową powieścią.
Czy "Wróć, jeśli masz odwagę" ma szansę powtórzyć sukces jej ostatniego hitu, czy też może na zawsze zostanie autorką jednego tylko bestsellera?
Przekonajmy się ;)




Są ludzie, których jedyną reakcją na strach jest ucieczka. Którzy odrzucają bliskie im osoby, by poradzić sobie z trawiącym ich dusze bólem. Takim właśnie typem jest McKenzie, dawniej prawie dziewczyna Jareda i najlepsza przyjaciółka jego siostry bliźniaczki, Dani. "Dawniej", bo aktualnie Kenzie nawet nie rozmawia z rodzeństwem Hunterów, a na sam ich widok ucieka w popłochu. Nie potrafi trwać przy nich, gdy ci najbardziej jej potrzebują, boleśnie świadoma faktu, że ich tragedia niebezpiecznie mocno przypomina jej własną.
A o tej nikt, prócz rodziców McKenzie, nie ma pojęcia.





Zacznę może od tego, że nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z twórczością Estelle Maskame. Oczywiście nie raz i nie dwa mignęły mi przed oczami poszczególne części jej serii (bo komóż nie? ;) ), ale nieco infantylne okładki skutecznie odstręczały mnie od lektury. Sądziłam, że to kolejne niewiele znaczące opowiastki na raz i że nie mieszczę się już w targecie Maskame. I wiecie co? Niewiele się pomyliłam.
Estelle pisze naprawdę przyjemnie, lekko i świeżo (co, jak sądzę, może być zasługą jej młodego wieku). Jeśli więc chodzi o sam styl, nie mogę mieć zastrzeżeń. Może i nie spodziewałam się pisarstwa godnego Pulitzera, ale naprawdę nie mam jej nic do zarzucenia. Schody zaczynają się w momencie, gdy dochodzimy do fabuły jej powieści. Fabuły, której... W zasadzie nie ma. Nie ma akcji (choć, trzeba przyznać, że Estelle próbowała pod koniec wprowadzić mały plot twist; szkoda tylko, że z marnym skutkiem) i - co najgorsze - nie ma żadnych emocji. Chociaż nie, stop, McKenzie wzbudzała emocje. O, całą masę emocji. To zabawne, że całkiem sympatyczna zresztą dziewczyna, może tak nieziemsko irytować swym zachowaniem. Już samo unikanie swojego chłopaka i najlepszej przyjaciółki w momencie, gdy tamci najbardziej jej potrzebowali, było z lekka nienormalne, ale zabronienie dwójce innych swoich kolegów jakichkolwiek kontaktów z nimi (bo przecież tak będzie wygodniej dla Kenzie!)  było - sama nie wiem - czy bardziej  śmieszne, czy bardziej żałosne. A już dążenie do prawdy za wszelką cenę, nawet gdy jest nią zniszczenie życia dwójce (a w zasadzie trójce) względnie bliskich jej osób, doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Do tego kolejne kuriozum - Jared, który nagle, jak gdyby nigdy nic, w podskokach wraca do dziewczyny, która go zawiodła; mało tego! - sam inicjuje każdy kontakt z nią. "Czy masz ty godność, człowieku?" - aż ciśnie się na usta. No właśnie. Raczej nie ma.
Wydaje mi się, że celem Estelle było pokazanie różnych form przeżywania żałoby, jednak nie jestem fanką efektu, jaki uzyskała. W gruncie rzeczy stworzone przez nią postaci były płaskie i pozbawione większej analizy, a rozwiązanie problemu matki McKenzie (a raczej tempo, w jakim został rozwiązany)... No, Estelle, wybacz, ale to tak nie działa. Samym myśleniem życzeniowym w tych kwestiach daleko się nie zajdzie.
Gdyby chociaż te fabularne luki i nieco smętną akcję rekompensowało zakończenie... Ale nie - zakończenie bowiem tak naprawdę nie istnieje. Było tak nielogiczne, nijakie i bezsensowne, i napisane niemal na "chybcika", że aż przykro było je czytać.
Albo może po prostu go nie zrozumiałam i przez to nie doceniłam.
Może. 








Myślę, że najnowsza powieść Estelle Maskame nie jest zła (bo idę o zakład, że każdy z nas bez problemu wymieni gorszą) i że naprawdę znajdą się osoby, którym się ona spodoba. Jeżeli nie będziecie wymagali od książki za wiele, jeśli zadowolicie się czytadełkiem, które szybko przeczytacie i  o którym jeszcze szybciej zapomnicie albo jeśli - tak po prostu - tymczasowo czujecie przesyt absorbujących/trudnych/emocjonalnie męczących historii, to Estelle i jej "Wróć, jeśli masz odwagę" pewnie Was usatysfakcjonuje ;)





















Za egzemplarz dziękuję księgarni



16 komentarzy :

  1. Odpowiedzi
    1. Tym razem nie będę Cię namawiać do zmiany decyzji :D ;)

      Usuń
  2. A ja chyba za jakiś czas skuszę się na tę książkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam ją w planach - przyznam że skusiła mnie piękna okładka ale fabularnie... chyba nie jestem na to psychicznie gotowa :D Jeśli autorka utrzymuje taki rewelacyjny poziom we wszystkich swoich książkach to ciesze się, że nie skusiłam się na jej serię bo trochę szkoda czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem co sądzić o tej książce. Może z ciekawości przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Biorę udział w Book Tour z tą książką, więc niedługo będę miała okazję sama wyrobić sobie o niej zdanie :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś do mnie nie przemawia, w sensie... Raczej odpuszczę. Myślę, że mi by się nie spodobała.
    Pozdrawiam, polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tę książkę mam w planach, ale raczej nie najbliższych. Właśnie słyszałam, że ciężko zrozumiem zachowanie bohaterki względem rodzeństwa. Myślę też, że to nie jest wymagająca lektura i powinna zająć jeden wieczór, więc tym bardziej kiedyś przekonam się co o niej sądzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. To właśnie książka na raz, którą szybko się czyta i o której szybko zapomina ;)

      Usuń
  8. Okładkę widziałam już kilka razy, ale póki co mam inne książki do nadrobienia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie nadrabiaj tamte, na pewno będą lepsze niż ta :D ;)

      Usuń

Każdy komentarz to kolejna cegiełka w tworzeniu tego bloga. To jak, pomożesz? ;)

Wykonała Ronnie