poniedziałek, 26 marca 2018

RECENZJA - Peter Bognanni i "To, co widzę bez ciebie"




Wychodzi na to, że przez dłuższy czas nie uwolnię się od powieści z motywem straty i idącej za nią żałoby. Najnowsza książka od Bukowego Lasu, będąca jednocześnie debiutem literackim na polskim rynku pewnego Amerykanina, kolejny już raz podejmuje ten niezbyt kolorowy i nie do końca wesoły temat.
Pytanie tylko - czy robi to lepiej niż jej poprzednicy?



Tess ma siedemnaście lat i kocha chłopaka, z którym kontaktuje się jedynie przez internet.
A raczej kochała, bo Jonah, wspomniany chłopak, zupełnie nieoczekiwanie popełnia samobójstwo.
Zaskoczona dziewczyna reaguje w jedyny znany sobie sposób - po prostu ucieka, uprzednio rzucając odrobinę dziwną szkołę. Wprowadza się do ojca, z którym łączą ją - delikatnie mówiąc - nienajlepsze relacje i który - o ironio! - zajmuje się organizacją nietypowych pogrzebów.
Ale czy ucieczka naprawdę jest jakimkolwiek rozwiązaniem? I czy można odnowić mocno nadszarpnięte relacje w momencie, gdy całe życie wali się w gruzy...?








Wiecie jaki jest problem z rewelacyjnymi książkami? Otóż taki, że później porównuje się do nich każdą kolejną, która porusza podobny temat i żadna, dosłownie żadna, nie jest w stanie spełnić absurdalnie wygórowanych oczekiwań, choć przecież - obiektywnie - wcale nie jest zła. Właśnie tak "skrzywiły" mnie "Listy do utraconej" Brigid Kemmerer, które to niezmiennie są moim nr 1, jeśli chodzi o powieści z motywem żałoby. Być może właśnie dlatego "To, co widzę bez ciebie" nie wywarło na mnie odpowiedniego wrażenia.
Okładkowe hasło twierdziło, że Fani "Gwiazd naszych wina", "Wszystkich jasnych miejsc" i "Trzynastu powodów" będą się śmiali i płakali, czytając tę powieść, tymczasem ja ani nie uroniłam nawet jednej łezki, ani nie śmiałam się przez łzy. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest zła/słaba/nieudana powieść. Bognanni stworzył całkiem zgrabną historię, która ma kilka dobrych momentów (czy to takich, które lekko chwycą za serce, czy takich, które wywołają na twarzy przelotny uśmiech) i dosyć interesujących bohaterów, mających swoje wady i przywary. Nieźle nakreślił też relacje między nimi, przy czym nie skupił się wyłącznie na związku dwójki - a w zasadzie trójki - nastoletnich bohaterów (choć nie ukrywam, to właśnie on stanowi lwią część opowieści), ale pokazał nam też kruche porozumienie między rodzicami, a ich dzieckiem z nadwątlonym już zaufaniem. Dał nam wskazówki, jak odbudować na pozór zniszczone relacje (albo przynajmniej jak próbować to zrobić) i udowodnił, że po każdym ciosie można się podnieść.
Bognanni starał się również przemycić garść głębszych treści (abstrahując już od głównego wątku), a sposób, w jaki to robi  jest do złudzenia stylizowany na Greena. I nie jest to wada (wszak dobrze jest czerpać z odpowiednich wzorców), co po prostu stwierdzenie faktu. Oczywiście Peter Bognanni nie może się jeszcze równać z Greenem, ale biorąc pod uwagę, że "To, co widzę bez ciebie" jest poniekąd debiutem tego pierwszego, powiedzenie, że ta książka ma sens, a jej autor potencjał, nie będzie zbytnią przesadą. 




"To, co widzę bez ciebie" to zdecydowanie dobra książka; oczywiście wtedy, gdy nie szuka się w niej na siłę wad i jeśli wcześniej nie miało się do czynienia z czymś znacznie lepszym. Ja - niestety! - zostałam już spaczona przez panią Kemmerer i jej fenomenalną historię, ale Wy - jeśli wciąż jesteście nieobciążeni piętnem "najlepszej książki w swojej kategorii" i jeśli tylko macie ochotę na kawałek co prawda krótkiej, ale przede wszystkim porządnej i wartościowej opowieści, to nie wahajcie się i dajcie szansę dopiero co wchodzącemu na pisarską arenę Bognanniemu.
Myślę, że na nią zasługuje.





















Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu



14 komentarzy :

  1. Brzmi naprawdę ciekawie, więc chyba się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. To zdecydowanie książka dla mnie:)
    Pozdrawiam,
    www.nie-oceniam-po-okladkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ochotę na tę pozycję! ;) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam więc nadzieję, że uda Ci się ją przeczytać :)

      Usuń
  4. W sumie, gdy już przestanę przeżywać Listy do utraconej, ta książka mogłaby mi się spodobać. Lubię od czasu do czasu przeczytać historie podobnego typu. Jest ich sporo, ale trudno trafić na dobrą.
    Może bez wygórowanych oczekiwań, ta również zaskarbi moją uwagę?
    POCZYTAJ ZE MNĄ!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanowię się jeszcze nad tą książką, a na razie mam co czytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze taka fajna książka i ja jej nigdzie nie widziałam do tej pory?! :O
    Dam jej szansę myślę, nie mam wobec niej wygórowanych wymagań, więc powinna mi przypaść do gustu :D

    Buziaki,
    coraciemnosci.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba śledzić bloga 😄😄😄 :)

      Usuń

Każdy komentarz to kolejna cegiełka w tworzeniu tego bloga. To jak, pomożesz? ;)

Wykonała Ronnie