poniedziałek, 12 marca 2018

RECENZJA - "Mów do mnie" Soni Belasco




Zauważyliście, że co jakiś czas zmieniają się "modne" w literaturze tematy? Po ukazaniu się "Gwiazd naszych wina" mogliśmy zaobserwować wysyp historii z chorobą nowotworową w tle, a chorym - bo jakżeby inaczej! - zwykle był nastolatek czy też osoba nieco starsza, ale wciąż dopiero wkraczająca w dorosłe życie.
Dziś, parę lat później, coraz popularniejsze stają się książki, które opowiadają o tym newralgicznym i ciężkim czasie "po". O czasie żałoby i o dalszym, uboższym o tę jedną osobę, życiu tych, którzy pozostali. Czytaliśmy "Coś o tobie i coś o mnie", zachwycaliśmy się "Listami do utraconej", w trymiga poznaliśmy "Lato Eden", a teraz... Teraz nadeszła pora na Sonię Belasco i jej "Mów do mnie".






Jej matka zmarła na raka, a jego przyjaciel na własne życzenie wylogował się z tego świata.

Melanie nie potrafi poradzić sobie ze śmiercią mamy. Odsuwa się od pogrążonego w rozpaczy ojca i zamyka przed światem, a sztuka i obrazy mają zbliżyć ją do utraconego rodzica.
Damon pożegnał przyjaciela i nieustannie obwinia się o jego samobójstwo. Bo dlaczego nie dostrzegł, że z Carlosem jest bardzo, bardzo nie w porządku? Dlaczego nie pomógł? Dlaczego... - pytania tylko się mnożą, a Damon próbuje znaleźć na nie odpowiedź przemierzając świat z aparatem Carlosa w dłoni.

I Melanie, i Damon starają się znaleźć ukojenie w sztuce. Kiedy jednak wezmą udział we wspólnych przygotowaniach do wystawienia szkolnego przedstawienia, zrozumieją, że nie można całkowicie odgrodzić się od ludzi i że ktoś, kto cię rozumie i trwa przy twoim boku bez względu na wszystko, naprawdę jest na wagę złota.
A samotność... Samotność jest przereklamowana. 





Jest we mnie coś z masochistki, bo nałogowo czytam książki, co do których mam pewność, że doprowadzą mnie do łez. Oczywiście im większy niosą ładunek emocjonalny, tym lepiej.
I mimo że ten ostatni w "Mów do mnie" Soni Belasco jest nieporównywalnie mniejszy niż w chociażby wspomnianych wcześniej "Listach do utraconej" Brigit Kemmerer, to i tak - gwarantuję - parę razy ściśnie Was w gardle ze wzruszenia. Belasco pisze bowiem bardzo przystępnie i - choć oszczędnie - to również poruszająco. Każdy rozdział (opowiadany naprzemiennie, z perspektywy obojga bohaterów) poprzedzają króciutkie wstawki pisane przez Melanie i Damona. Można powiedzieć, że wstawki te są listami do osób, które stracili. Często są krótkie, kilka razy liczyły zaledwie dwa zdania, a mimo to za każdym razem poruszały do głębi - mam nawet wrażenie, że o stokroć bardziej niż pełnowymiarowe rozdziały.
Belasco świetnie uchwyciła żal, rozpacz, gniew i samotność, które towarzyszą stracie. Szkoda tylko, że jedynie na żałobie (och, i miłości, oczywiście ;) ) oparła całą swoją książkę, która na dodatek nie poraża objętością. Co prawda gdzieś w tle pojawia się wątek przyjaciela o innej orientacji i jego problemów z rodzicami, ale każdy zalążek czegokolwiek, co nie jest przejawem żałoby, szybciutko spychany był na boczny tor i jeszcze szybciej wygaszany. Przeszkadzało mi też tempo rozwoju znajomości głównych bohaterów - szczerze mówiąc parę razy byłam pewna, że po drodze zgubiłam kilka stron, bo niemożliwością jest, by czyjakolwiek relacja tak szybko ewoluowała.
Chociaż, jak widać, nie ma rzeczy niemożliwych :D
Pomijając rozkwitający szybciej niż mlecze na łące związek dwójki najistotniejszych postaci i skupianie się na jednym tylko wątku, muszę przyznać, że "Mów do mnie" pozytywnie mnie zaskoczyło. I choć w porównaniu do "Listów do utraconej" wypada dość blado, to nie ma się co uprzedzać i zawczasu jej skreślać, bo wciąż jest to porcja dobrej lektury.
Naprawdę ;)






Z dziką radością sięgam po książki, które subtelnie niczym walec drogowy miażdżą moje serducho. O ile dawniej wśród moich wyborów przodowały powieści z chorobą w tle, o tyle teraz najczęściej sięgam po takie, które dotyczą tzw. "dalszych losów" - jak to miało miejsce w przypadku "Mów do mnie" Soni Belasco.
I chociaż nie jest to najlepsza powieść z motywem straty czy też żałoby, z którą miałam do czynienia, to i tak śmiało - i z czystym sercem - mogę Wam ją polecić.
Spróbujecie? ;)























Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu





10 komentarzy :

  1. Spróbuję! Do tej pory jakoś obojętnie przechodziłam obok tej książki, ale muszę przyznać, że udało Ci się mnie zaciekawić :) sama okropnie radzę sobie ze stratą bliskiej osoby (czy też zwierzęcia...). Ogólnie jestem w tym naprawdę bardzo, ale to bardzo kiepska, więc z chęcią przeczytam coś w stylu "co dalej" :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam IDENTYCZNIE ;)
      I naprawdę polecam, mam nadzieję, że Tobie też się spodoba ;)

      Usuń
  2. Ma przepiękną okładkę, ale jakoś nie obiła mi się wcześniej o uszy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic straconego, możesz śmiało nadrobić braki :)

      Usuń
  3. Kiedyś może spróbuję, ale jak na razie sobie odpuszczam. Nie czytałam zbyt wielu książkę poruszających temat żałoby, więc nie zauważyłam tego schematu, na który ty zwróciłaś uwagę. Skoro jednak taki schemat wkradł się już do literatury, to wypadałoby go poznać. Zacznę może jednak od "Listów...", bo "Mów do mnie" może okazać się nie dość dobre.

    Pozdrawiam ♡♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie zacznij! A jak będziesz już po lekturze to (też koniecznie :D ) zainteresuj się "Coś o tobie i coś o mnie" ;)

      Usuń
  4. Zaraz mi się przypomina kultowy już tekst
    NIE MÓW DO MNIE TERAZ
    xDD
    Nie no, a ksiażka kompletnie nie dla mnie, czyli norma, jeżeli chodzi o to wydawnictwo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahah, dzięki, teraz i mnie będzie się przypominał za każdym razem, gdy zerknę na tę książkę 😄😄😄

      Usuń

Każdy komentarz to kolejna cegiełka w tworzeniu tego bloga. To jak, pomożesz? ;)

Wykonała Ronnie