Dosyć rzadko sięgam po książki naszych rodzimych debiutantów, a już na pewno nie wtedy, gdy ów autor ma w metryce mniej lat niż ja. O ile lubię powieści o nastolatkach pisane przez dorosłych już twórców, o tyle te wychodzące z rąk młodziutkich dziwnie mnie odstręczają i przeważnie są nie tylko słabe, a także irracjonalne i pozbawione jakiegokolwiek sensu.
Dla "To, czego nie widać" Agaty Polte zrobiłam jednak wyjątek.
Czy było warto...?
