8 marca.
Dzień Kobiet.
Zdawać by się mogło, że to idealna pora na wpis o książkowych bohaterkach, które lubimy. O tych, które podziwiamy i które czymś nam imponują. Które są silne, nie boją się walczyć o swoje ideały i które nie poddają się mimo rzucanych im przez los kłód pod nogi.
Problem w tym, że z natury jestem przekorna i lubię (a czasem nawet kocham :D ) chadzać pod prąd. Dziś więc opowiem Wam nie o tych, które lubię, ale o tych, których szczerze i z całego serca nie znoszę i które drażnią mnie tak bardzo, że aż trudno to opisać słowami.
A ich - czytaj słów - braknie mi akurat rzadko.
Gotowe/i? ;)
Dzień Kobiet.
Zdawać by się mogło, że to idealna pora na wpis o książkowych bohaterkach, które lubimy. O tych, które podziwiamy i które czymś nam imponują. Które są silne, nie boją się walczyć o swoje ideały i które nie poddają się mimo rzucanych im przez los kłód pod nogi.
Problem w tym, że z natury jestem przekorna i lubię (a czasem nawet kocham :D ) chadzać pod prąd. Dziś więc opowiem Wam nie o tych, które lubię, ale o tych, których szczerze i z całego serca nie znoszę i które drażnią mnie tak bardzo, że aż trudno to opisać słowami.
A ich - czytaj słów - braknie mi akurat rzadko.
Gotowe/i? ;)










