Choć lato nie jest najlepszą porą na czytanie thrillerów (wszak czy jest lepsza na to okazja niż duszna jesień? :D ) to wiedziałam, że muszę sięgnąć po "Mroczną prawdę".
Nowa powieść Cary Hunter - która w Polsce zadebiutowała tajemniczym "Kto porwał Daisy Mason?" - zapowiadała się bardzo intrygująco.
Byłam gotowa na zwroty akcji, na masę emocji i ogrom zagadek.
I choć tych pierwszych nie zabrakło, chyba nie jestem do końca usatysfakcjonowana.
Dlaczego?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filia. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 sierpnia 2021
RECENZJA - "Mroczna prawda" Cary Hunter
sobota, 30 marca 2019
RECENZJA - "Drive" Kate Stewart

Każda nowa książka spod szyldu wydawnictwa Filia (a te z serii Love Matters zwłaszcza!) jest dla mnie "must read". Każda to gwarantowane emocje i kawał solidnej lektury (no, z drobnymi wyjątkami :D ). A gdy rzeczona książka oferuje jeszcze smaczki w postaci choćby muzyki jako motywu przewodniego - ha, wtedy jestem w siódmym niebie.
Tak też miało być w przypadku "Drive", debiutującej w wydawnictwie Kate Stewart.
No właśnie.
Miało.
środa, 20 lutego 2019
RECENZJA - "Jesteś moim teraz" M. Leighton

Można by rzec, że Filia w swej serii Love matters jest dosyć... monotematyczna. Naraża na nieziemskie koszta (wszak te tiry pełne chusteczek higienicznych to nie byle co :/ ), łamie serducha równie łatwo co Bruce Lee cegły, a na domiar złego swymi książkami po prostu uzależnia. Kiedy w październiku, 2017. roku, Filia wydała pierwszą w Polsce powieść M. Leighton, już po samym opisie wiedziałam, że sytuacja się powtórzy. Że będę wyła jak bóbr, a chusteczkowa dostawa ledwie nadążać będzie z zaopatrzeniem. Wiedziałam również, że po kolejną powieść pani Leigton sięgnę szybciej niż mój pies dobiega do lodówki.
I wiecie co?
Tak też zrobiłam ;)
czwartek, 27 grudnia 2018
RECENZJA - "Nasze życzenie" Tillie Cole

Mamy rok 2017. Filia wydaje "Tysiąc pocałunków" Tillie Cole i nie mija nawet chwila, a blogosfera książkowa już ugina się pod ilością dziko pozytywnych recenzji. "Sercołamacz!", wołają jedni; "Chusteczki pilnie potrzebne!", dodają drudzy, a ja - jako że mam skłonność do podejmowania masochistycznych decyzji - z uciechą sięgam po tak dobrą ponoć książkę. Sięgam i... niemal natychmiast żałuję.
Mamy rok 2018. Filia wydaje "Nasze życzenie" Tillie Cole i nie mija nawet przysłowiowa sekunda, a sytuacja sprzed ponad roku się powtarza. Blogosfera szaleje, czytelniczki mdleją z nadmiaru emocji, a łzy spływają po twarzach szybciej niźli wodospady do rzeki Iguaçu. Ponownie sięgam po tak entuzjastycznie recenzowaną książkę i...
Nie, tym razem nie żałuję ;)
Mamy rok 2018. Filia wydaje "Nasze życzenie" Tillie Cole i nie mija nawet przysłowiowa sekunda, a sytuacja sprzed ponad roku się powtarza. Blogosfera szaleje, czytelniczki mdleją z nadmiaru emocji, a łzy spływają po twarzach szybciej niźli wodospady do rzeki Iguaçu. Ponownie sięgam po tak entuzjastycznie recenzowaną książkę i...
Nie, tym razem nie żałuję ;)
środa, 21 listopada 2018
RECENZJA - "Kto porwał Daisy Mason?" Cary Hunter

Od dawna interesuję się tematyką kryminalną i z uporem godnym maniaka czytam (i słucham!) o wszelkich kryminalnych zagadkach, a za jedną z bardziej intrygujących spraw od dłuższego już czasu uważam tę z JonBenét Ramsey na pierwszym planie. Kiedy więc przeczytałam okładkowy opis literackiego debiutu Cary Hunter (który niemal do złudzenia przypomina część historii młodziutkiej miss! :o ), wiedziałam, że nie dam rady przejść koło niego obojętnie. Tym bardziej, że "Kto porwał Daisy Mason?" jest ponoć najlepiej sprzedającym się thrillerem psychologicznym roku na Wyspach Brytyjskich.
Ciekawi Was, czy zasłużenie?
Widzicie... Mnie też ciekawiło ;)
Ciekawi Was, czy zasłużenie?
Widzicie... Mnie też ciekawiło ;)
czwartek, 11 października 2018
RECENZJA - "Pan perfekcyjny" Jewel E. Ann

Zdarza Wam się ocenić książkę po okładce? Mnie - i tu szczerze biję się w pierś - tak.
Gdyby nie okładkowy opis "Pana perfekcyjnego", raczej nieprędko sięgnęłabym po tę historię. I mało oryginalna okładka, i typowy dla tego typu literatury tytuł mocno sugerowały banalny erotyk dosyć niskich lotów.
Na szczęście przeczytałam opis.
Dałam szansę "Panu Perfekcyjnemu".
I wiecie co? To była PERFEKCYJNA decyzja ;)
Gdyby nie okładkowy opis "Pana perfekcyjnego", raczej nieprędko sięgnęłabym po tę historię. I mało oryginalna okładka, i typowy dla tego typu literatury tytuł mocno sugerowały banalny erotyk dosyć niskich lotów.
Na szczęście przeczytałam opis.
Dałam szansę "Panu Perfekcyjnemu".
I wiecie co? To była PERFEKCYJNA decyzja ;)
sobota, 1 września 2018
RECENZJA - "Poza rytmem" Brittainy C. Cherry

Lubię książki Brittainy C. Cherry (no, może prócz nadto naiwnego "Art&soul") i naprawdę lubię sposób, w jaki opisuje problemy; to, co kładzie się nam cierniem na sercu i to, co nas boli.
To zdecydowanie jedna z tych autorek, po których książki sięgam w ciemno i których opisu nawet nie muszę czytać, by wiedzieć, że będą (ba, że są!) dobre.
Tym bardziej więc nie rozumiem, dlaczego tak długo zwlekałam z lekturą jej najnowszej powieści, "Poza rytmem".
Powieści, która jest okrutnie wręcz dobra.
Naprawdę
BARDZO
dobra.
To zdecydowanie jedna z tych autorek, po których książki sięgam w ciemno i których opisu nawet nie muszę czytać, by wiedzieć, że będą (ba, że są!) dobre.
Tym bardziej więc nie rozumiem, dlaczego tak długo zwlekałam z lekturą jej najnowszej powieści, "Poza rytmem".
Powieści, która jest okrutnie wręcz dobra.
Naprawdę
BARDZO
dobra.
środa, 3 stycznia 2018
RECENZJA - "Cała prawda o szczęściu" Sawyer Bennett

Filia to jedno z najpopularniejszych wydawnictw, publikujących książki z gatunku New Adult. Niemal każda zaczytująca się w tego rodzaju powieściach dziewczyna (czy też kobieta) zna Kim Holden, Tillie Cole, Brittainy C.Cherry czy Jennifer L. Armentrout.
W październiku do tego uwielbianego przez wielu grona dołączyły M. Leighton i Sawyer Bennett.
I o tej drugiej właśnie - a konkretniej o jej książce - dziś "porozmawiamy".
sobota, 19 sierpnia 2017
RECENZJA - "Tysiąc pocałunków" Tillie Cole

Od dłuższego już czasu, pośród autorów powieści z nurtu New Adult, panuje pewna dziwna moda. Moda, która nakazuje stworzyć zakochaną w sobie do szaleństwa (i bez pamięci) parę, po czym - bez najmniejszych nawet skrupułów - uśmiercić jedną z jej połówek. Wszystko to oczywiście w taki sposób, by wycisnąć z czytelniczki (bo, bądźmy szczerzy, panowie raczej nie sięgają po tego typu literaturę) jak najwięcej łez. Książki te są coraz bardziej schematyczne i niemożliwie wręcz przewidywalne, przez co sam trend powoli zaczyna mnie irytować (bo czy naprawdę miłość i nagła śmierć to jedyny warty uwagi pomysł na książkę?), co nie zmienia jednak faktu, że wciąż po nie sięgam i wciąż je czytam (i najczęściej przy nich płaczę. Masochizm, moi drodzy. To oficjalna diagnoza). Siłą rzeczy często sięgam też po książki z serii Love Matters wydawnictwa Filia, która - można by rzec - wyspecjalizowała się w tego typu wyciskaczach łez dla kobiet i dziewcząt. Pokochałam "Promyczka" Kim Holden, polubiłam książki K.A. Tucker i Brittainy C.Cherry, a niedawno - pomimo pewnych wątpliwości - poznałam Emmę Scott i jej "Serce ze szkła", które (choć oczywiście schematyczne jak cała reszta) nieoczekiwanie mnie poruszyło.
Premiera tego ostatniego sąsiadowała (no, mniej więcej :D ) z datą wydania innego "sercołamacza" Filii, tym razem od Tillie Cole, który też - co oczywiste - chciałam przeczytać. Wmówiłam sobie, że "Tysiąc pocałunków" zachwyci mnie bardziej niż wszystkie ostatnio przeczytane książki razem wzięte, że poziomem dorówna "Promyczkowi", że może -MOŻE! - zmotywuje mnie do jakichkolwiek zmian.
O, ja naiwna.
Premiera tego ostatniego sąsiadowała (no, mniej więcej :D ) z datą wydania innego "sercołamacza" Filii, tym razem od Tillie Cole, który też - co oczywiste - chciałam przeczytać. Wmówiłam sobie, że "Tysiąc pocałunków" zachwyci mnie bardziej niż wszystkie ostatnio przeczytane książki razem wzięte, że poziomem dorówna "Promyczkowi", że może -MOŻE! - zmotywuje mnie do jakichkolwiek zmian.
O, ja naiwna.
poniedziałek, 17 lipca 2017
RECENZJA - "Franco" Kim Holden

Co zrobić, gdy napisało się bestseller?
Książkę, na punkcie której oszalały tłumy; która zainspirowała gro osób do zmiany i na stałe zagościła w ich sercach?
To proste. Napisać kolejną książkę, oczywiście osadzoną w świecie swego hitu, z bohaterami, których każdy już zna i liczyć na to, że historia zatoczy koło, a nasza nowa powieść szturmem zawojuje rynek. Tak zrobiła Jojo Moyes (i całkiem nieźle na tym wyszła) i to samo uczyniła Kim Holden, której "Promyczek" doprowadził do zbiorowej histerii nie tylko młode dziewczęta. I chociaż naprawdę lubię debiutancką książkę Holden; chociaż wylałam przy "Promyczku" nie morza, a oceany łez i chociaż ogromnie doceniam to, co autorka chciała przekazać czytelnikom, to uważam, że wszystko ma swoje granice, a wyciskanie do cna jednej tylko opowieści niekoniecznie jest dobrym pomysłem.
Książkę, na punkcie której oszalały tłumy; która zainspirowała gro osób do zmiany i na stałe zagościła w ich sercach?
To proste. Napisać kolejną książkę, oczywiście osadzoną w świecie swego hitu, z bohaterami, których każdy już zna i liczyć na to, że historia zatoczy koło, a nasza nowa powieść szturmem zawojuje rynek. Tak zrobiła Jojo Moyes (i całkiem nieźle na tym wyszła) i to samo uczyniła Kim Holden, której "Promyczek" doprowadził do zbiorowej histerii nie tylko młode dziewczęta. I chociaż naprawdę lubię debiutancką książkę Holden; chociaż wylałam przy "Promyczku" nie morza, a oceany łez i chociaż ogromnie doceniam to, co autorka chciała przekazać czytelnikom, to uważam, że wszystko ma swoje granice, a wyciskanie do cna jednej tylko opowieści niekoniecznie jest dobrym pomysłem.
Każda, nawet genialna, historia musi się kiedyś zakończyć.
Problem w tym, że nie każdy o tym pamięta.
Problem w tym, że nie każdy o tym pamięta.
czwartek, 26 stycznia 2017
RECENZJA - "Gus" Kim Holden

Jak wiele trzeba napisać książek, by przywiązać do siebie czytelnika?
Autorem z jakim stażem trzeba być, by mieć grono wiernych fanów?
Myślicie, że "wiele" i "kilkuletnim" to odpowiedzi na te pytania? Cóż, Kim Holden udowodni, że byliście (albo wciąż jesteście) w błędzie. Jej debiutancki "Promyczek" skradł miliony serc i przez długi czas - przynajmniej w Polsce - był bodaj najczęściej komentowaną książką NA. Zapadająca w pamięć historia; problem, choć może nieco już oklepany, przedstawiony w niezwykle poruszający sposób i skrajnie różna od całej reszty jej podobnych bohaterka - tak oto Holden stworzyła unikatowy (i jakże skuteczny!) przepis na sukces.
Kiedy więc zdecydowała się napisać (i rzecz jasna wydać) następną książkę, co więcej, osadzoną w świecie Promyczka, kwestią czasu był kolejny wybuch czytelniczej histerii. Ja również przyłączyłam się do tego zbiorowego oczekiwania i wręcz zacierałam z uciechy ręce na samą tylko myśl, że wkrótce przeczytam "Gusa".
Przeczytałam (chociaż nie "wkrótce" :D ).
I wiecie co? Nie mam pojęcia czy to było dobre, niesamowite albo legendarne. Wiem tylko, że na pewno nie tego się spodziewałam i nie tego oczekiwałam.
Kiedy więc zdecydowała się napisać (i rzecz jasna wydać) następną książkę, co więcej, osadzoną w świecie Promyczka, kwestią czasu był kolejny wybuch czytelniczej histerii. Ja również przyłączyłam się do tego zbiorowego oczekiwania i wręcz zacierałam z uciechy ręce na samą tylko myśl, że wkrótce przeczytam "Gusa".
Przeczytałam (chociaż nie "wkrótce" :D ).
I wiecie co? Nie mam pojęcia czy to było dobre, niesamowite albo legendarne. Wiem tylko, że na pewno nie tego się spodziewałam i nie tego oczekiwałam.
czwartek, 25 sierpnia 2016
RECENZJA - "Promyczek" Kim Holden

Ostatnio sukcesywnie nadrabiam zaległości książkowe i sięgam po te pozycje, które w pewien sposób wstrząsnęły blogosferą. Po tragicznie beznadziejnym "Bez słów" i szokujących "Wszystkich jasnych miejscach" przyszedł - w końcu! - czas na najlepiej chyba ocenianego "Promyczka" Kim Holden. Blogerzy pisali o nim kilometrowe recenzje po brzegi wypełnione zachwytem, a
fanpage Love Matters wręcz eksplodował od nadmiaru emocji. Po poprzednich rozczarowaniach postanowiłam podejść do tych peanów nieco sceptycznie, przypuszczałam jednak jak zakończy się cała historia i moje jej czytanie.
Cóż, było dokładnie tak, jak sądziłam. Przewidywalnie. Przewidywalnie.
I raz jeszcze - przewidywalnie.
Cóż, było dokładnie tak, jak sądziłam. Przewidywalnie. Przewidywalnie.
I raz jeszcze - przewidywalnie.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)
