Trochę trudno mi w to uwierzyć, ale właśnie skończył się grudzień.
Oznacza to, że przez 24 kolejne miesiące spowiadałam Wam się z moich filmowych poczynań. Troszkę krytykowałam, czasami się zachwycałam, zazwyczaj narzekałam :D
Mam ogromną nadzieję, że choć raz skłoniłam Was do obejrzenia jakiegoś naprawdę dobrego filmu (patrz: "Narodziny gwiazdy". Patrz: "Król rozrywki" :D) i że czasem znaleźliście tu jakąś inspirację na wieczór.
To nie tylko dwudziesty czwarty post z serii.
To również ostatni post (ale spokojnie, nie na blogu, a jedynie z cyklu ;) ).
Do zobaczenia przy kolejnych projektach :>
A tymczasem...



















