
Nie minę się chyba z prawdą, gdy napiszę, że Skandynawowie uważani są za mistrzów kryminału. Larsson, Lackberg, Mankell, Nesbø - słyszał o nich niemal każdy, a liczba ich fanów z dnia na dzień jedynie wzrasta.
W czym tkwi ich sekret? Czy operują piórem lepiej niż inne nacje, czy może jest wśród nich więcej psychodelicznych szaleńców? Czy też - kolokwialnie mówiąc - całą robotę odwala za nich atmosfera miejsc, w których osadzają akcję swych powieści?
Nie mam pojęcia.
Wiem za to, że uwielbiam skandynawskie kryminały, namiętnie je czytuję i często daję szansę nowym twórcom. Takim jak np. Mariette Lindstein.
Bo przyznajcie sami, czyż skandynawski thriller oparty (częściowo :D ) na faktach, nie brzmi nad wyraz kusząco?
Dla mnie brzmiało. I to bardzo.
Nie mam pojęcia.
Wiem za to, że uwielbiam skandynawskie kryminały, namiętnie je czytuję i często daję szansę nowym twórcom. Takim jak np. Mariette Lindstein.
Bo przyznajcie sami, czyż skandynawski thriller oparty (częściowo :D ) na faktach, nie brzmi nad wyraz kusząco?
Dla mnie brzmiało. I to bardzo.





