niedziela, 18 kwietnia 2021

RECENZJA - "Opowieść podręcznej. Powieść graficzna" Margaret Atwood i Renee Nault



Jako dziecko bardzo lubiłam komiksy. Pasjami czytywałam te, w których główną rolę grała Barbie i uwielbiałam te, które opowiadały o Kaczorze Donaldzie i całej jego ferajnie.
Nigdy jednak nie czytałam POWAŻNEGO komiksu.
Takiego, który pod pozorem bardzo przystępnej i lekkiej formy traktowałby o sprawach ważnych i przerażających. Takiego, który byłby w stanie wywołać gęsią skórkę i który by skłaniał do refleksji.
Aż trafiłam na "Opowieść podręcznej" Margaret Atwood w interpretacji Renee Nault.




Freda jest Podręczną w Republice Gileadzkiej, gdzie kobiety nie mogą pracować, mają zakaz czytania, nie wolno im się z nikim przyjaźnić. Służy w domu Komendanta oraz jego żony i według nowego społecznego ładu ma tylko jeden cel: co miesiąc kładzie się na plecach i rozkłada nogi przed Komendantem, modląc się, by zajść w ciążę. Bo w czasach drastycznego spadku narodzin Freda, podobnie jak inne Podręczne, ma prawo do życia tylko, jeśli jest płodna.
Podręczna Freda pamięta jednak czasy sprzed Gileadu, kiedy była niezależna, miała pracę i rodzinę oraz własne imię. Dzięki tym wspomnieniom i niezwykłej woli przetrwania kobieta podejmuje próbę odzyskania godności i dawnego życia.

Prowokująca, prorocza Opowieść Podręcznej Margaret Atwood jest fenomenem na skalę globalną. W przejmującej adaptacji Renée Nault przerażający świat Gileadu nabrał jeszcze mocniejszego niż dotąd wyrazu. Emocjonalność ilustracji nie byłaby możliwa, gdyby nie wielkie zaangażowanie ich autorki w przekazywane treści. Z każdej strony powieści graficznej bije więź, łącząca artystkę z wielką pisarką *






Nie czytałam pierwotnej wersji "Opowieści podręcznej" Margaret Atwood i przyznam, że początkowo nieco obawiałam się sięgnięcia po komiks bez uprzedniej znajomości treści. To trochę jakby oglądać film na podstawie książki bez przeczytania tejże książki, czyż nie?
Okazało się jednak, że moja nieznajomość pierwowzoru Atwood nie była żadną przeszkodą, by w pełni móc cieszyć się tym doskonałym komiksem. Bo - musicie wiedzieć - jestem nim zachwycona.
Można by pomyśleć, że ukazanie tak ważnych jak poruszane w "Opowieści podręcznej" tematów w formie komiksowej nieco je... okiełzna? Złagodzi? Ha. Nic bardziej mylnego. Rysunki Nault tylko podkreślają wagę słów Atwood. Bardzo często zresztą sama kreska zastępuje jakiekolwiek słowa - i jest wówczas tak silna w wymowie, że aż mrozi krew. Wywołuje ogrom emocji, rodzi w sercu bunt, momentami szokuje i obrzydza. Precyzja, z jaką Nault stworzyła swe ilustracje zasługuje na podziw, choć jeszcze większy należy jej się za stuprocentowe zrozumienie powieści i niemal czytanie w myślach pani Atwood.
Gromkie brawa należą się też wydawnictwu Jaguar za ogromną odwagę.
Odwagę, by ponownie wystawić na afisz tak kontrowersyjną i mocno (niestety!) aktualną książkę.
I odwagę, by przedstawić ją w tak nietypowej i na pozór błahej formie jak komiks.





Podsumowując?
Jestem zachwycona i z całego serca polecam.
To zdecydowanie jedna z tych książek, które nie "można", a "trzeba" przeczytać.





* opis pochodzi od wydawcy










Za egzemplarz dziękuję

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Każdy komentarz to kolejna cegiełka w tworzeniu tego bloga. To jak, pomożesz? ;)

Wykonała Ronnie