niedziela, 17 kwietnia 2016

RECENZJA - "Dziewczyny, które zabiły Chloe" Alex Marwood





 
Przepis na marketingowy sukces? Napisz thriller. Wzorem Gillian Flynn upchnij w tytule albo słówko "dziewczyna", albo różne wariacje na jego temat. Na sam koniec -  postaraj się o rekomendację Stephena Kinga. Proste? Proste - i to chyba aż za bardzo. Ostatnimi czasy fani powieści z dreszczykiem grozy zostali wręcz zalani książkami, które miały zapełnić pustkę po "Zaginionej dziewczynie". Do tytułu tego pretendowała m.in. "Dziewczyna z pociągu" (która rok po premierze wciąż wzbudza morze emocji i sprzecznych opinii), nieco później pojawiła się "Prawda o dziewczynie", a ostatnio - "Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie". Gdzieś między nimi przemknęły też "The Wicked Girls", polskim czytelnikom znane jako "Dziewczyny, które zabiły Chloe". I to właśnie je chciałabym Wam dziś przedstawić.

sobota, 9 kwietnia 2016

Wesoły weekend - kreatywny TAG książkowy








Witajcie w ten słoneczny (no, załóżmy ;) ) weekend! Gotowi na drugi w historii bloga TAG? Obiecuję, że tym razem będzie krótszy :>
(za nominację dziękuję  Hani z  Adaline~Bookworm)


poniedziałek, 4 kwietnia 2016

RECENZJA - Ernest Cline w świecie "Armady"





Będąc małą dziewczynką bardzo współczułam moim kolegom. Księgarniane i biblioteczne półki wręcz uginały się od powieści skierowanych do dziewcząt, zarówno tych w wieku dziecięcym jak i nastoletnim, problemem zaś było znalezienie książki, która urzeknie chłopców i sprawi, że zapomną o całym świecie. O ile młodsi mogli polubić "Koszmarnego Karolka" czy serię o smutkach i nieszczęściach pana Snicketa to ci kilka lat starsi nie mieli już zbyt dużego wyboru. Oczywiście był Harry, ale ileż można czytać to samo? Na całe szczęście sytuacja się zmieniła i dziś na ratunek tym wszystkim spragnionym ciekawej lektury młodzieńcom wyrusza Ernest Cline, który już raz przebojem zdobył literacki światek sci-fi (Player one). Tym razem spróbuje zwalczyć nudę i monotonię opowieścią o pewnym chłopcu, kilku statkach kosmicznych i tajemniczej "Armadzie".


piątek, 1 kwietnia 2016

1# Prima Aprilis - 6 książek, które rozbawią Was do łez








Dzień dobry, żartownisie! :)
Jestem pewna, że macie na koncie tysiące wybornych dowcipów i uwielbiacie się śmiać. Postanowiłam wyjść Wam naprzeciw i zacząć nowy cykl pt. "Kartka z kalendarza", w którym będę podsuwać Wam lektury okolicznościowe. Dzisiaj, jak już się pewnie domyślacie, będą to książki, przy których będziecie śmiać się do rozpuku.
To jak, gotowi na niekontrolowane wybuchy śmiechu i obowiązkowy ból brzucha? :)


sobota, 26 marca 2016

RECENZJA - "Ostatnie dni Królika" Anny McPartlin





Są takie książki, które można czytać po raz wtóry i za każdym kolejnym razem coraz bardziej przeżywać zawartą w nich historię. Są książki, do których pragnie się wracać i które trzeba polecać każdemu. Które zostawiają nas w stanie emocjonalnej agonii i zamieniają nasze oczy w potoki nieprzerwanie płynących łez. I w końcu są książki, o których chce się pisać i rozmawiać.
"Ostatnie dni Królika" są właśnie jedną z nich.


czwartek, 24 marca 2016

RECENZJA - Anthony Doerr i "Światło, którego nie widać"







Pulitzer odebrany w 2015 roku. Najlepsza historyczna powieść według użytkowników portalu lubimy czytać, przez wielu porównywana do bestsellerowej "Złodziejki książek" Marcusa Zusaka. Dzieło tworzone przez dziesięć lat (!), z intrygującym tytułem, wpadającą w oko okładką i tematem, który niezmiennie wzrusza i porusza. Wydawać by się mogło, że w moje ręce wpadła prawdziwa literacka perełka, której długo nie zapomnę i którą trudno będzie przebić. Okazało się jednak, że nie będzie to wyczyn godny kaskadera, a jedno, jedyne słowo, które idealnie opisuje mój stosunek do powieści Doerra to - nie, tym razem to nie "rozczarowanie" -  dziś to "ambiwalencja".


piątek, 18 marca 2016

A Ty? Jakim typem czytelnika jesteś?





Jak pewnie większość z Was dosyć aktywnie udzielam się na facebooku - i może również jak Wy - należę do kilku grup dyskusyjnych, w których głównym tematem są książki. Na każdej z nich w dość regularnych odstępach czasu pojawia się i niczym bumerang powraca retoryczne pytanie "Kim jest DOBRY czytelnik?", po którym zwykle zaczynają się licytacje. Czy jestem lepszy, bo czytam więcej? A może nie liczy się ilość, a jakość i wielbiciel harlequinów tak naprawdę nie powinien nazywać się czytelnikiem? Czy ktoś, kto nie trzymał w dłoni książki od x miesięcy ma prawo twierdzić, że je kocha? I czy czytanie na "kundelku" to faktycznie czytanie?


Wykonała Ronnie